piątek, 5 lutego 2016

Kołyska stawania się i rozpadania

Życie, doświadczenie, los, przeznaczenie, wiara, uczucia, emocje - to wszystko, na co składa się nasza rzeczywistość - w jakiś sposób nas zapisuje. Jesteśmy tablicą, która powoli wypełnia się znakami, symbolami, słowami, myślami. Kształtujemy się i nas kształtują. Tworzymy i jesteśmy tworzeni. Ale to, co zostało zapisane, można wymazać.

Palimpsest jest miastem poza rzeczywistością. Trafiają do niego nieliczni, wybrani, ci którzy wierzą. Dostać się do niego nie jest łatwo. Tu kluczem jest bliskość, ekstaza, oddanie się komuś, czysty seks. To kim jest ta druga osoba do której się zbliżamy nie ma większego znaczenia, byleby tylko znała Palimpsest, byleby miała mapę ukrytą na skórze.

Jeśli chce się odwiedzać Palimpsest tyko na chwilę, na jedną noc, to nie ma większego problemu. Im częściej tam jesteśmy tym łatwiej nam szukać klucza. Poznajemy się, czujemy się. Ale później chcemy tylko więcej, stajemy się zachłanni, uzależnieni, poszukujemy większej dawki narkotyku.

Zamieszkać na stałe w tym mieście, gdzie wszystko wydaje się takie nierzeczywiste, bolesne, gdzie trzeba oddać część siebie - nie jest to łatwe. Trzeba odnaleźć tych ludzi, którzy odwiedzili kobietę o głowie żaby. Trzeba odnaleźć pierwszych towarzyszy podróży. W świecie rzeczywistym. A Palimpsest wzywa, pociąga, sprawia, że cierpimy i chcemy go więcej. Więc się gubimy, szukamy, poznajemy podobnych sobie. Nasza rzeczywistość, my - zostajemy zamazani, gubimy się, czujemy się zeszmacani, oddajemy się komukolwiek. Tutaj nie gra roli, czy to będzie kobieta czy mężczyzna. Czy miejscem będzie mieszkanie, świątynia, klub. Piękni, brzydcy, grubi, chudzi, wysocy, niscy, czyści, brudni.

Moja pierwsza książka z Uczty Wyobraźni. Jeden z najwspanialszych prezentów, jakie dostałam. Trudna, piękna, poetycka. Zmysłowa, erotyczna, intensywna. To nie jest powieść, którą mogłabym przeczytać w jeden dzień. Musiałam ją smakować. Powoli, ostrożnie. To nie jest lektura dla każdego czytelnika. Może ona oburzać, a nawet obrzydzać. Jednak dla mnie czytanie tej powieści było niesamowitym przeżyciem, niesamowitym doświadczeniem. Cudownie bolesnym, rozkosznym.

I jeszcze jedna ważna rzecz - wyrazy podziwu dla tłumacza. Zadanie nie było łatwe, ale zostało wspaniale wykonane. 

Catherynne M. Valente, Palimpsest
Tłumaczył Wojciech Szypuła
Wydawnictwo Mag, Warszawa 2010
Uczta Wyobraźni

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz