But every time it rains,
You're here in my head,
Like the sun coming out--
Ooh, I just know that something good is going to happen.
And I don't know when,
But just saying it could even make it happen.
środa, 24 lutego 2016
Cloudbusting
wtorek, 23 lutego 2016
poniedziałek, 22 lutego 2016
Na rozdrożu
- Gdzie idziesz naga? - Po płaszcz z gwiaździstych zamieci.
- Sama? - Na wietrze gniją ostatnich zwłok strzępy.
- Skąd? - W bagnach śmierci kwiat pachnie, tańczy i świeci.
- Głodnaś? - Wnętrzności wyżarły pożądań sępy.
- Uciekasz? - Gna mnie z przepaści wzrok zimny, tępy.
- Idziesz bez żalu? - Nie płaczą matki twe dzieci.
- Wrócisz? Księżycem w tej duszy senne ostępy
I błyskawicą wszechgrozy, gdy pierś twą prześwieci.
- Stań na chwilę. - Pali me stopy jesienne ściernisko.
- Wezmę cię w ręce. - Oczy twe syczą jak żmija.
- Pięknaś! - Pięknem jest wszystko gnijące - gdy mija.
- Wejdź w dom swój dawny. Rozpalę smolne ognisko.
- Dymi twój ogień - I wilczym jękom za blisko.
- Tyś nasza! - Niegdyś. Dziś wolna, sama, niczyja.
Piotr Odmieniec Włast (Maria Komornicka)
- Sama? - Na wietrze gniją ostatnich zwłok strzępy.
- Skąd? - W bagnach śmierci kwiat pachnie, tańczy i świeci.
- Głodnaś? - Wnętrzności wyżarły pożądań sępy.
- Uciekasz? - Gna mnie z przepaści wzrok zimny, tępy.
- Idziesz bez żalu? - Nie płaczą matki twe dzieci.
- Wrócisz? Księżycem w tej duszy senne ostępy
I błyskawicą wszechgrozy, gdy pierś twą prześwieci.
- Stań na chwilę. - Pali me stopy jesienne ściernisko.
- Wezmę cię w ręce. - Oczy twe syczą jak żmija.
- Pięknaś! - Pięknem jest wszystko gnijące - gdy mija.
- Wejdź w dom swój dawny. Rozpalę smolne ognisko.
- Dymi twój ogień - I wilczym jękom za blisko.
- Tyś nasza! - Niegdyś. Dziś wolna, sama, niczyja.
Piotr Odmieniec Włast (Maria Komornicka)
środa, 10 lutego 2016
Sen
Kiedy zmarła Miriam na Wyspie nie było
już nikogo i dom stał pusty od kilkunastu lat. Tylko fale obmywały
kamieniste brzegi. Stary Doyle powiedział, że może ze mną
popłynąć. Nie widziałam go tak długo, a on w ogóle się nie
zmienił. Może na jego twarzy pojawiło się więcej zmarszczek,
dalej jednak chodził wyprostowany, dalej był silnym człowiekiem.
Cichym i dumnym przywódcą małej społeczności. Kiedy byłam
dzieckiem nosił mnie na rękach i opowiadał stare historie. Zawsze
patrzył w oczy. Nigdy nie kłamał. To, co niewygodne zamykał w
milczeniu. Tak jak teraz. Wyspa nie lubi słów. Nie znosi pytań.
Nie chce obcych ludzi. Jedyne, co jest dla niej ważne, to
wspomnienia, przed którymi nie można uciec. Będąc jej częścią
za każdym razem, kiedy zamykamy oczy mamy pod powiekami obrazy tego,
co było.
Przystań wydawała się pogruchorana.
Przy brzegu stała łódź Miriam.
Stara zniszczona łajba.
Zielona farba odpadała wielkimi
płatami, widać już było przegniłe drewno.
Na wyspie rzadko kiedy było sucho.
Deszcze i wiatry wypełniały dni. Mokra ziemia pochłaniała obute
stopy. Nie ważne ile miałam lat, sukienki zawsze były ubłocone,
płaszcze mokre, skóra zimna.
Doyle pytał czy jestem pewna tego, że
chcę zostać sama.
- W starych domach są stare duchy,
a ty uciekłaś.
- Moje duchy, moja sprawa, nieważne
jak stare.
Miałam nadzieję, że powie coś
więcej. Jednak tylko patrzył. O czym myślał?
Pomógł mi wypakować torbę i
sprawdzić czy jest drewno. Pomimo wieloletniej pustki dom nadal
nadawał się do użytku. Nieszczelne okna przepuszczały każdy
silniejszy podmuch wiatru i kamienna podłoga zaczęła się kruszyć,
ale był dach nad głową i wielki komin. W szufladach znalazłam
zapas świec. Nowych. Zapytałam czy Jonathan tu był ale nie
usłyszałam odpowiedzi.
- Kiedy mam przypłynąć?
- Za dwa dni, Doyle. Dziękuję ci.
- Za dwa dni, Doyle. Dziękuję ci.
Miriam była moją babką Wychowała
mnie po śmierci rodziców. Tylko mnie. Nie wiem, co stało się z
moim rodzeństwem. Miałam dwa lata kiedy zamieszkałam na wyspie.
Pamiętam, że pachniała ziołami.
Zaplatała mi warkocze.
Śpiewała.
Jej twarz wyglądała jak twarz
drewnianej figury, która wystawiona jest na wieczne podmuchy wiatru.
Moja Miriam od której uciekłam.
Czasami tak się składa, że to, co
nas stworzyło musimy zostawić. Miałam osiemnaście lat. I byłam
zmęczona życiem z dala od wszystkiego. Tak jakby to, że jestem
było czymś niestosownym, jakbym musiała żyć daleko od innych
ludzi. Więc ściełam włosy. Zmieniłam ich kolor. Ukryłam
nazwisko. Schowałam swoje serce. I byłam pewna, że nie będę już
musiała szukać do niego klucza.
Jonathan napisał, że Miriam już nie
ma.
I moja ucieczka była tchórzostwem.
Że mój świat nigdy nie będzie miał
słońca.
Mam wrócić na Wyspę.
Całą noc padało i nie słyszałam
otwieranych drzwi.
Dopiero, jak położył mi rękę na
ramieniu.
Dorzucił drzewa do ognia.
Nic nie mówił, nie musiał.
To, co zbudowałam runęło. Obróciło
się w proch. Moje serce – tak szczelnie zamknięte pudło i tak
głęboko schowane - musiałam wyciągnąć na mgliste światło
dnia. Na zimne wiatry i chłodne deszcze. Na dotyk już tych obcych
rąk. Tak bardzo zimnych i tak bardzo bladych. Upiorom nie wolno
mówić tak.
Rano zaparzyłam kawy. Ogrzałam
dłonie. Wyspa się budziła.
Korowody duchów błądziły po jej
ścieżkach. Szarość nieba pochłaniała każdy promień słońca.
Usiadłam na drewnianym parapecie
myśląc o tym, że mam może jakiś inny wybór wiedząc jaka
jest prawda.
Spał. Oddychał powoli. Postarzał
się. Długo już tu jest? Co robił? Naprawiał zniszczony dach?
Zbierał to, co wyrzuciło morze? Jak długo tu był? Jego oczy
kiedyś były jaśniejsze. Twarz wygląda jak maska, nic się w niej
nie odbija.
- Doyle ma przypłynąć jutro.
- Nie przypłynie.
Jeżeli ci powiem, że świat śpi to
mi uwierzysz?
Dzisiaj czas nie istnieje.
Wskazówki zegara stoją.
Lustro niczego nie odbja.
Nie ma cienia.
Cisza wypełnia każdy kąt.
Nie słychać oddechów i kroków.
poniedziałek, 8 lutego 2016
Moje małe śmierci
Pierwsza:
The National, High Violet
Zostałam rozłożona na części pierwsze.
Druga:
Muzyka z Kruka
Od początku do końca, zawsze blisko, na wyciągnięcie słuchawek.
Trzecia:
Fismoll, At Glade
Bez słów, są niepotrzebne .
Czwarta
Rod Stewart, Sailling / Every beat od my heart
Skojarzenia: podróż, morze, deszcz, łódź, stare walizki, tęsknota za domem. Sen.
Piąta:
Lao Che, Powstanie Warszawskie
St.
Szósta:
George Michael, Older
Czarno / białe zdjęcia, specyficzni ludzie, dziwne miejsca. Wrocław.
Siódma:
K.D. Lang, Constant craving / Calling all angels (Jane Sibbery)
Przy pierwszej: chęć ucieczki. Przy drugiej: cisza i spokój.
Ośma:
Billy Holiday, Autumn in NY
Nigdy nie napisana książka.
Dziewiąta:
Cat Power, Metal heart
Zagubienie.
Dziesiąta:
The Cranberries, Linger / Ode to my family / When you're gone
Wrocław z rana, kiedy jeszcze nie wiedziałam, że go opuszczę.
Jedenasta:
Lamb, Gabriel
Wrocław. Długie spacery. Osobowice. Tramwaje.
Dwunasta:
Stone Temple Pilots, Kitchenwere and candybars
Wrocław. Długie spacery. Osobowice. Tramwaje.
Trzynasta:
Goo Goo Dolls, Iris
D.
Czternasta:
The National, Vanderlyle crybaby geeks
St. I pustka.
Piętnasta:
For Love Not Lisa, Slip slide melting
Sny na jawie.
Szesnasta:
Marillion, Lavender
Kołysanka.
Siedemnasta:
Amanda Palmer, Astronaut
Otwarcie oczu po bardzo długim śnie.
Osiemnasta:
Berk & The Virtual Band, Wonderwall
Wrocław, ale ten z dzisiejszego czasu. Poszukiwanie nowości w muzyce. Beate.
Dziewiętnasta:
Florence and the Machine, Cosmic Love
Energia!
Lista została stworzona kilka lat temu. I nic się nie zmieniło.
The National, High Violet
Zostałam rozłożona na części pierwsze.
Druga:
Muzyka z Kruka
Od początku do końca, zawsze blisko, na wyciągnięcie słuchawek.
Trzecia:
Fismoll, At Glade
Bez słów, są niepotrzebne .
Czwarta
Rod Stewart, Sailling / Every beat od my heart
Skojarzenia: podróż, morze, deszcz, łódź, stare walizki, tęsknota za domem. Sen.
Piąta:
Lao Che, Powstanie Warszawskie
St.
Szósta:
George Michael, Older
Czarno / białe zdjęcia, specyficzni ludzie, dziwne miejsca. Wrocław.
Siódma:
K.D. Lang, Constant craving / Calling all angels (Jane Sibbery)
Przy pierwszej: chęć ucieczki. Przy drugiej: cisza i spokój.
Ośma:
Billy Holiday, Autumn in NY
Nigdy nie napisana książka.
Dziewiąta:
Cat Power, Metal heart
Zagubienie.
Dziesiąta:
The Cranberries, Linger / Ode to my family / When you're gone
Wrocław z rana, kiedy jeszcze nie wiedziałam, że go opuszczę.
Jedenasta:
Lamb, Gabriel
Wrocław. Długie spacery. Osobowice. Tramwaje.
Dwunasta:
Stone Temple Pilots, Kitchenwere and candybars
Wrocław. Długie spacery. Osobowice. Tramwaje.
Trzynasta:
Goo Goo Dolls, Iris
D.
Czternasta:
The National, Vanderlyle crybaby geeks
St. I pustka.
Piętnasta:
For Love Not Lisa, Slip slide melting
Sny na jawie.
Szesnasta:
Marillion, Lavender
Kołysanka.
Siedemnasta:
Amanda Palmer, Astronaut
Otwarcie oczu po bardzo długim śnie.
Osiemnasta:
Berk & The Virtual Band, Wonderwall
Wrocław, ale ten z dzisiejszego czasu. Poszukiwanie nowości w muzyce. Beate.
Dziewiętnasta:
Florence and the Machine, Cosmic Love
Energia!
Lista została stworzona kilka lat temu. I nic się nie zmieniło.
piątek, 5 lutego 2016
O kawie
Wpatrywała się w kawę, ubrana w cienką niebieską sukienkę plączącą się jej wokół łydek. Często miała wrażenie, że w myślach goni za idealną filiżanką; że pędzi od stolika do stolika w poszukiwaniu intensywnej, gęstej, kremowej kawy korzennej, słodko-gorzkiej, mocnej, bez sztucznych aromatów, doskonałej, kompletnej, bezgranicznie kawowej. Codziennie rano zdejmowała filiżankę z mosiężnego haczyka i kiedy ją napełniała, miała nadzieję, że kawa będzie ciemna, głęboka i tajemnicza jak las - a ona zawsze zbyt szybko stygła, zawierała za dużo mleka, brudziła filiżankę (...)
Catherynne M. Valente, Palimpsest
Tłumaczył Wojciech Szypuła
Wydawnictwo Mag, Warszawa 2010
Uczta Wyobraźni
Kołyska stawania się i rozpadania
Życie, doświadczenie, los, przeznaczenie, wiara, uczucia, emocje - to
wszystko, na co składa się nasza rzeczywistość - w jakiś sposób nas
zapisuje. Jesteśmy tablicą, która powoli wypełnia się znakami,
symbolami, słowami, myślami. Kształtujemy się i nas kształtują. Tworzymy
i jesteśmy tworzeni. Ale to, co zostało zapisane, można wymazać.
Palimpsest jest miastem poza rzeczywistością. Trafiają do niego nieliczni, wybrani, ci którzy wierzą. Dostać się do niego nie jest łatwo. Tu kluczem jest bliskość, ekstaza, oddanie się komuś, czysty seks. To kim jest ta druga osoba do której się zbliżamy nie ma większego znaczenia, byleby tylko znała Palimpsest, byleby miała mapę ukrytą na skórze.
Jeśli chce się odwiedzać Palimpsest tyko na chwilę, na jedną noc, to nie ma większego problemu. Im częściej tam jesteśmy tym łatwiej nam szukać klucza. Poznajemy się, czujemy się. Ale później chcemy tylko więcej, stajemy się zachłanni, uzależnieni, poszukujemy większej dawki narkotyku.
Zamieszkać na stałe w tym mieście, gdzie wszystko wydaje się takie nierzeczywiste, bolesne, gdzie trzeba oddać część siebie - nie jest to łatwe. Trzeba odnaleźć tych ludzi, którzy odwiedzili kobietę o głowie żaby. Trzeba odnaleźć pierwszych towarzyszy podróży. W świecie rzeczywistym. A Palimpsest wzywa, pociąga, sprawia, że cierpimy i chcemy go więcej. Więc się gubimy, szukamy, poznajemy podobnych sobie. Nasza rzeczywistość, my - zostajemy zamazani, gubimy się, czujemy się zeszmacani, oddajemy się komukolwiek. Tutaj nie gra roli, czy to będzie kobieta czy mężczyzna. Czy miejscem będzie mieszkanie, świątynia, klub. Piękni, brzydcy, grubi, chudzi, wysocy, niscy, czyści, brudni.
Moja pierwsza książka z Uczty Wyobraźni. Jeden z najwspanialszych prezentów, jakie dostałam. Trudna, piękna, poetycka. Zmysłowa, erotyczna, intensywna. To nie jest powieść, którą mogłabym przeczytać w jeden dzień. Musiałam ją smakować. Powoli, ostrożnie. To nie jest lektura dla każdego czytelnika. Może ona oburzać, a nawet obrzydzać. Jednak dla mnie czytanie tej powieści było niesamowitym przeżyciem, niesamowitym doświadczeniem. Cudownie bolesnym, rozkosznym.
I jeszcze jedna ważna rzecz - wyrazy podziwu dla tłumacza. Zadanie nie było łatwe, ale zostało wspaniale wykonane.
Catherynne M. Valente, Palimpsest
Tłumaczył Wojciech Szypuła
Wydawnictwo Mag, Warszawa 2010
Uczta Wyobraźni
czwartek, 4 lutego 2016
Czytajcie poetów, bo zginiecie
W Gazecie Wyborczej ukazał się wywiad z profesorem Piotrem Śliwińskim o czytaniu poezji i jej ważności w świecie obecnym. I tak sobie przypomniałam, jak mówiłam do D. o tym, że w zeszłym roku w ogóle nie czytałam wierszy. Żadnej antologii, żadnego tomiku, może czasami gdzieś ukazujące się pojedyńcze wersy. Gdzieś schowane fragmenty.
I tak sobie myślę, że pan profesor ma rację, że poezja jest ważna. Dzięki niej widzi się inaczej, rozumie się inaczej, czuje się inaczej. Zaczyzna się szukać. Sprawdzać swoje własne, pewne zdanie. Nabierać wątpliwości. Myśleć.
Nie mam dostępu do swoich książek i tęsknię za swoimi wierszami, które swojego czasu kupowałam i zdobywałam gdzie się tylko da, wszystko zapakowane jest w kartonach i czeka na czas przeprawy za ocean. Ale będę szukać w innych źródłach i doceniam dzisiaj internet. Tu można znaleźć wszystko.
Wywiad tu: Czytajcie poetów, bo zginiecie (KLIK)
I tak sobie myślę, że pan profesor ma rację, że poezja jest ważna. Dzięki niej widzi się inaczej, rozumie się inaczej, czuje się inaczej. Zaczyzna się szukać. Sprawdzać swoje własne, pewne zdanie. Nabierać wątpliwości. Myśleć.
Nie mam dostępu do swoich książek i tęsknię za swoimi wierszami, które swojego czasu kupowałam i zdobywałam gdzie się tylko da, wszystko zapakowane jest w kartonach i czeka na czas przeprawy za ocean. Ale będę szukać w innych źródłach i doceniam dzisiaj internet. Tu można znaleźć wszystko.
Wywiad tu: Czytajcie poetów, bo zginiecie (KLIK)
środa, 3 lutego 2016
Trzeba potłuc sobie paluchy
Szczęście wymaga dyscypliny. Żeby w ogóle dojść do poziomu sztuki, trzeba się nauczyć robić rzeczy proste. I umieć cieszyć się samym procesem. Żeby coś wyrzeźbić, trzeba nauczyć się trzymać dłuto i młotek, trzeba się pobrudzić, potłuc sobie paluchy. Każde marzenie składa się z czynności z nim związanych. Ta świadomość jest bezcenna. To podstawa sukcesu. Jeśli chcemy się czymś zająć na serio, dyscyplina i akceptacja, trwanie w dyskomforcie, ciekawość procesu, szacunek do siebie i swoich emocji są niezbędne. Samo patrzenie w cel nie wystarczy.
Małgorzata Marczewska
Wywiad dla Zwierciadła sprzed kilku lat
Małgorzata Marczewska
Wywiad dla Zwierciadła sprzed kilku lat
Łubin
Stały. Coś oznaczały. Samym swoim staniem
I gotowością. Każdy z nich wyniosły,
Niedostępny. Lecz był, stał, pewny niezachwianie.
Kwiat zórz polarnych, granatowych nocy.
Najpierw torebka nasion, różowość i lazur.
W niej - sypkość szczypty szeptu, obietnic rychłych
Wież łubinu: erotyków przyszłego czasu,
muśniętych niebem za to, że spod ziemi wyszły.
Pastelowość tych wież, ich stożkowatość obła!
Przez całe nasze lato, mimo groźby ścięcia,
Z każdym dniem blednąc, nie ustępowały pola.
I nic z tego nie było czymś nie do pojęcia.
Seamus Heaney, Światło Elektryczne
Tłumaczył Stanisław Barańczak
Wydawnictwo Znak, 2003
I gotowością. Każdy z nich wyniosły,
Niedostępny. Lecz był, stał, pewny niezachwianie.
Kwiat zórz polarnych, granatowych nocy.
Najpierw torebka nasion, różowość i lazur.
W niej - sypkość szczypty szeptu, obietnic rychłych
Wież łubinu: erotyków przyszłego czasu,
muśniętych niebem za to, że spod ziemi wyszły.
Pastelowość tych wież, ich stożkowatość obła!
Przez całe nasze lato, mimo groźby ścięcia,
Z każdym dniem blednąc, nie ustępowały pola.
I nic z tego nie było czymś nie do pojęcia.
Seamus Heaney, Światło Elektryczne
Tłumaczył Stanisław Barańczak
Wydawnictwo Znak, 2003
poniedziałek, 1 lutego 2016
Season of disbelief
It won't work (...) No matter how hard you try to be what you once were you can only be what you are here and now. Time hypnotizes. When you're nine, you think you've always been nine years old and will always be. When you're thirty, it seems you've always been balanced there on that bright rim of middle life. And then when you turn seventy, you are always and forever seventy. You're in the present, you're trapped in a young now or an old now, but there's is no other now to seen.
Ray Bradbury, Stories. 100 of his most celebrated tales
William Morrow Paperbacks, 2005
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
