Kiedyś ludzie, teraz chodzące trupy. Od pacjenta zero do miliardów.
Ukąsi
cię raz i już wiesz, jak bardzo masz przesrane. Nic ci nie pomoże, a
jedyną rzeczą na jaką możesz liczyć to odwaga do samobójstwa lub litość
kogoś, kto strzeli ci prosto w głowę.
Innego wyjścia nie ma.
Świat, który przedstawia autor jest światem przewróconym do góry nogami. Stało się coś zupełnie nierealnego: ludzie chorują, umierają, reanimują się i stają się praktycznie niepokonani. Są gorsi niż zaraza i jeśli nie rozwalisz im mózgu to oni rozwalą ciebie. Na chwilę powstrzymają ich mrozy, ale te muszą kiedyś minąć. Mogą nie mieć nóg - będą pełzać. Pcha ich czysty isnstynkt - pożerania. Może są wolni, ale kiedy jest ich masa to twoje szanse na przetrwanie są niewielkie.
Ale to tylko punkt wyjścia. Pytanie brzmi: jakim jesteś człowiekiem? Ponieważ to właśnie od tego zależy, jak wyjdziesz z tego bagna, w które zostałeś wrzucony i tego, jak dalej potoczy się twoje życie. Tu świat jest zupełnie inny: niekomfortowy, niewygodny, nieznany. Nie ma już miast, działającej komunikacji, internetu, komputerów, telefonów. Nie działają portale społecznosciowe. Telewizja nie nadaje. Nie pójdziesz z przyjaciółmi do baru i nie będziesz opowiadała o tym, jak spędziłaś wieczór, kogo wyrwałaś na parkiecie, jak świetnie jechało ci się samochodem o północy przez miasto głośno słuchając muzyki, którą kochasz. Nagle okaże się, że twoje kompetencje są nic nie warte. Bo światu nie jest potrzebny manager, broker, dyrektor, kierownik. Najpierw trzeba przeżyć. Później na nowo stworzyć to, co zostało. A to są ruiny. Być może nie ma w nich już żywych trupów. Są jednak inni ludzie i zupełnie inne potrzeby.
Książka Maxa Brooksa ma formę reportażu i wywiadów z tymi, którzy walczyli, uciekali, poddali się - przeżyli. Od zwykłych, prostych obywateli, przez żołnierzy do polityków. Historie są różne: wzruszające, przerażające, ciekawe. Świetnie udało się autorowi oddać klimat opowiadanego momentu. Sama złapałam się na tym, że zaczęłam się zastanawiać, gdzie bym wylądowała w tym wszystkim, jakbym sobie poradziła i czy w ogóle przeżyłabym pierwsze kilka dni wielkiej paniki, a później wojny totalnej.
Jest także coś, co mnie bardzo złapało za serce w trakcie słuchania: autor zwrócił uwagę na los zwierząt. Psów, które potrafiły wykryć każdego zakażonego, które były szkolone i wysyłane na misje. Ich relacji z ludzkimi partnerami. Wielorybów, delfinów, orek które nie miały szans na przeżycie ponieważ stały się mięsem, dzięki któremu ludzie mogli przeżyć, a był to czas że oceany i morza zaroiły się od łodzi i uciekinierów. Na watahy psów i kotów, które zostawione przez swoich właścicieli musiały się przystosować do nowego życia. Te momenty poruszały serce.
Mam zarzut, jeden, ale to ja więc nie ma co się dziwić:
Ameryka jak to Ameryka - pomimo wszystkiego zawsze ratuje świat i pomimo wszystkiego ma najlepszego, najbardziej troskliwego prezydenta ze wszystkich i takiego, co spokojnym tonem rozsądnie wytłumaczy swoje decyzje i później cały świat ten ton będzie naśladował.
Rosja - szalona i niebezpieczna. Nigdy nie ufaj Iwanowi.
Islandia - taka mała wyspa, tak mało ludzi, a i tak sobie nie poradziła. No bo jak to tak: bez wojska to zombie nie powstrzymasz. Nie wiem jakim cudem wikingowie tu przeżyli.
Francja - o, Francuzi to w ogóle nie ogarniają.
To są przykłady, które dość mocno zaczęły mnie w pewnym momencie irytować. Nie lubię, jak ktoś w taki prosty sposób toruje sobie drogę przez świat przedstawiony w powieści / opowiadaniu. Nawet jeśli jest to książka bardziej rozrywkowa niż wymagająca myślenia.
World war Z jest książką dobrą, wciągającą i w jakiś sposób poruszającą. Jest rozrywką, która pozwala zastanowić się, co by było gdyby. Może epidemia zombizmu jest mało prawdopodobna to jednak katastrofy naturalne i ekologiczne już bardziej, nie wspominając o wariatach z bombami atomowymi. Czas słuchania uważam za dobrze zainwestowany.
***
Max Brooks, World war Z. An Oral History of the Zombie War
Na język polski tłumaczył Leszek Erenfeicht
Lektor: Piotr Grabowski
Czas trwania: 15h 48 minut
Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2013
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz