niedziela, 29 stycznia 2017

Twierdza

Kiedy pierwszy raz czytałam Twierdzę F. Paula Wilsona miałam naście lat i niewielkie pojęcie o literaturze grozy i horrorze. Wzdychałam wtedy namiętnie do Stephena Kinga, uwielbiałam Grahama Mastertona i jego serię Rook, trochę gorzej było z Koontzem, ale też lubiłam szukać jego książek w bibliotece. Nie gardziłam autorem Dzwonu śmierci i innych twórców wydawanych w Phantom Press, do dzisiaj mam część tych książek w domu. W tym roku mam zamiar wcielić w życie mój plan powrotu do tego rodzaju literatury, gdzie groza, zło i ciarki na plecach sprawiają, że życie wydaje się takie fajne. Szukając do pracy audiobooków natrafiłam właśnie na Twierdzę Wilsona i pomyślałam, że to jest dobry początek.

Powroty do przeczytanych już książek bywają różne więc nie nastawiałam się na nic konkretnego. Starałam się nie myśleć o tym, że powieść ta zrobiła na mnie kiedyś duże wrażenie, że świetnie mi się ją czytało. Nie wiedziałam nic o lektorze, nie sprawdzałam w internecie jak audiobook będzie brzmieć. Po prostu odpaliłam play i niech się dzieje w słuchawkach, co chce. I teraz mam problem ponieważ z jednej strony dalej uważam Twierdzę za świetny horror, z drugiej bohaterka i epilog to jeden wielki dramat. I chciałabym się zapytać autora: dlaczego? Dlaczego u diabła coś tak dobrego okrasił czymś tak głupim?

O książce: II wojna światowa. Niemcy wygrywają (jeszcze) wszystko i wydają się niepokonani. Większość europejskich krajów poddaje się po krótkim czasie oblężenia. Rumunia. Oficer niemiecki dostaje zadanie obsadzenia twierdzy, która stoi na trasie do pokładów ropy. Hitlerowcy czują, że na miejscu nie wszystko jest w porządku. W nocy pewien żołnierz popełnia błąd, za chciwość płaci własną głową. Zaczyna się koszmar, który trwa już do końca książki.

Co jest świetne? Klimat, który ze strony na stronę się zagęszcza. Umiejscowienie historii w tak tragicznym momencie i częściowe pokazanie mechanizmów, które napędzają tępe dążenie do zniewolenia ludzi niepasujących do ustalonego wzoru. Świetne nawiązanie do Draculi i wampiryzmu. Bohaterowie: oficer zwykłego wojska i major SS - charaktery tak różne ale walczące po tej samej stronie barykady; profesor - manipulacja człowiekiem słabym i naiwnym, który w dobrej wierze podejmuje złe decyzje; antagoniści: ten dobry wcale nie jest czysty jak łza, ten zły jest przesiąknięty złem totalnie. Świetne jest pokazanie, jak ciemność rośnie w siłę i jaki ma wpływ na ludzi, jak niewiele potrzeba do tego, by uruchomić to, co jest skrywane głęboko pod skórą, tam gdzie tylko my potrafimy sięgnąć.

Co nie gra w tej historii? Kobieta i epilog. Dodane chyba na siłę, bo redaktor namówił. Ona jest głupia, naiwna i bezbarwna. Epilog obraża mnie jako czytelnika swoją słodkością i rozrzewieniem. I nie chodzi mi o to, że powinno być zupełnie inaczej, ale o to, że te dwa elementy zupełnie nie pasują do tej powieści. Tu też taka moja uwaga na boku: słuchając audiobboka miałam wrażenie, że autor świetnie się bawił opowiadaną przez siebie historią i puszcza on oko do czytelnika w kilku momentach (na przykład wtedy kiedy profesor sprawdza, co działa na wampira, a co nie, rewelacja!). Więc tym bardziej nie rozumiem dlaczego Magda jest tak źle poprowadzona i dlaczego w ogóle pojawiło się to nieszczęsne zakończenie.

Twierdza Wilsona przy drugim czytaniu wypada naprawdę dobrze. Dzieje się dużo, jest gęsta atmosfera, jest tajemnica i zaskoczenie. Szkoda tylko tych dwóch wcześniej wymienionych elementów, bez nich książka byłaby naprawdę świetna. 

F. Paul Wilson, Twierdza
Tytuł oryginału: The keep
Na język polski tłumaczył Piotr Cholewa
Wydawnictwo Amber, Poznań 1990
Lektor: Henryk Pijanowski
Wydawca audiobooka / książki mówionej:  Zakład Wydawnictw i Nagrań Polskiego Związku Niewidomych w Warszawie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz