piątek, 16 czerwca 2017
czwartek, 25 maja 2017
Takie piękne pierwsze zdanie
Nie potrafiłbym nigdy, nawet pod presją wnikliwych pytań, powiedzieć, dlaczego zamieszkałem właśnie w tym miejscu, dlaczego zdecydowałem się osiąść w tak niegościnnym, pustym obszarze, który o wiele wcześniej niż inne rejony witał wszechwładną zimę, obezwładniającą bezmiarem biało-kryształowej masywności, jakby to tu rodziła się wszelka mroźność i stąd rozpełzała na resztę kraju.
Wojciech Gunia, Nie ma wędrowca
sobota, 20 maja 2017
Kilka słów o książce Stanisława Lema
Kilka dni temu dotarłam do biblioteki. Bardzo mnie ucieszył fakt, że wreszcie chce mi się coś zrobić. Wyjść gdzieś indziej niż do pracy czy na spacer z piesami. Tak więc dotarłam do biblioteki w centrum Rey i okazało się, że moja karta straciła ważność. Ani pożyczyć ani oddać (gdybym miała jakieś zaległości). I bardzo mi się podoba forma blokady konta, ponieważ czytelnik jeśli chce korzystać musi zapłacić abonament na kolejny rok i dzięki temu wspiera bibliotekę. Z tego co się orientuję to w Polsce taka blokada na razie nie funkcjonuje (nie w tych bibliotekach, które znam), a szkoda.
Pożyczyłam książkę Stanisława Lema Rasa drapieżców. Są to teksty autora, które ukazywały się w Tygodniku Powszechnym w latach 2004/2006. Ciekawa lektura. W tym czasie kończyłam technikum, pisałam maturę, poznałam D., nie zastanawiałam się nad tym, co dzieje się w Polsce i na świecie. A teraz widzę, że działo się dużo. Śmierć Miłosza, śmierć polskiego papieża, w rządzie Liga Polskich Rodzin, Samoobrona i trochę mniej szalona niż teraz partia Jarosława Kaczyńskiego. Rosja zbliża się do Niemiec, a Niemcy do Rosji. W Stanach odbywa się kampania prezydencka, gdzie już wiemy, że na drugą kadencję został wybrany Bush junior. Polska była najmłodszym członikiem Unii Europejskiej.
Lem dużo widział. Wiadomości czerpał nie tylko z polskich mediów, ale także z zagranicznych. Analizawał, zastanawiał się i wyciągał z tego wszystkiego swoje własne zdanie, swoje własne myśli. I to, co widział nie napawało go optymizmem, a o przyszłości pisał raczej z dużym dystansem. Cały czas coś czytał, czy to magazyny literackie czy książki i magazyny historyczne. Często wspomina o Piłsudskim, jako ostatnim człowieku, który martwił się o Polskę. Śmierć Miłosza była dla niego jak zawalenie się potężnej góry, filaru na którym opiera się kultura. Wspomina także o odejściu Jana Pawła II. Przypomniało mi się, że na kilka dni przed jego śmiercią byłam na wycieczce do Częstochowy i powoli dochodziły do nas wiadomosci, że ten wielki wtedy dla mnie człowiek umiera. Pamiętam, że wiele kościołów zostało otwartch na nocne czuwanie, że ludzie w jakiś sposób się połączyli na tą jedną krótką chwilę. Że w tym smutku było jednak coś dobrego. To zaskakujące, że człowiek może sobie przypomnieć nagle tak odległe momenty.
Nie skończyłam jeszcze Rasy drapieżców, ale już teraz uważam, że warto sięgnąć po ten tytuł. Chociażby dla popatrzenia się w przeszłość i porównania tego, co Lem pisze do tego, co dzieje się teraz.
"Robactwo reklam, które w straszliwych ilościach powyłaziło we wszystkich telewizjach światowych napawa mnie niesmakiem. Charakterstyczne, że dotyczą tego, co się je i pije albo czym się człowiek myje, o żadnym życiu umysłowym nie ma mowy"
"Jako zniewoleni w Peerelu, marzyliśmy o Zachodzie jako krainie wszelkich zaspokojeń. Kiedy tam wleźliśmy, okazało się, że wcale nie jest tak pięknie tylko dlatego, że i tam sa biedni oraz silna stratyfikacja społeczna. Przede wszystkim dlatego, że kultura bardzo w całości osłabła, a jej obecność w życiu społecznym stała się mizerna"
niedziela, 30 kwietnia 2017
Myśli rozproszone
Co trzeba zrobić by polubić nowe miejsce do życia?
Mieszkam w Rey od jedenastego stycznia zeszłego roku.
Mieszkałam w samym centrum miasta, teraz mieszkam na jego przedmieściach.
Czuję się tu lepiej niż w Gdyni. Ale jednak Gdyni mi brakuje.
Dlaczego? Bo było cieplej? Więcej słońca? Więcej drzew? Więcej ludzi na ulicach?
W Gdyni padał ciepły wiosenny deszcz. Tutaj sieka po twarzy gradem.
Zaczynają się białe noce. O dwudziestej drugiej jeszcze jest jasno.
Dziwnie mi tak.
Byłam wczoraj na spacerze z piesami i pozwoliłam sobie zgubić drogę mając świadomość, że i tak trafię do domu.
Ładnie było, połaziliśmy sobie, pooglądaliśmy domy. Piesy poczuły nowe zapachy i próbowali zaprzyjaźnić się z dziką gęsią, bez wzajemności. Króliki też nie wykazały nami zainteresowania.
Przez chwilę wydawało mi się, że jestem znowu w Sopocie. Może przez to, że słońce tak świeciło i pachniało podobnym jedzeniem, jakie gotował D. wieczorami?
Chodziliśmy ponad godzinę i było dobrze.
Ale to jeszcze nie jest dom. I zastanawiam się czy kiedykolwiek będzie.
Czy jakiekolwiek inne miejsce nazwę domem.
Mieszkam w Rey od jedenastego stycznia zeszłego roku.
Mieszkałam w samym centrum miasta, teraz mieszkam na jego przedmieściach.
Czuję się tu lepiej niż w Gdyni. Ale jednak Gdyni mi brakuje.
Dlaczego? Bo było cieplej? Więcej słońca? Więcej drzew? Więcej ludzi na ulicach?
W Gdyni padał ciepły wiosenny deszcz. Tutaj sieka po twarzy gradem.
Zaczynają się białe noce. O dwudziestej drugiej jeszcze jest jasno.
Dziwnie mi tak.
Byłam wczoraj na spacerze z piesami i pozwoliłam sobie zgubić drogę mając świadomość, że i tak trafię do domu.
Ładnie było, połaziliśmy sobie, pooglądaliśmy domy. Piesy poczuły nowe zapachy i próbowali zaprzyjaźnić się z dziką gęsią, bez wzajemności. Króliki też nie wykazały nami zainteresowania.
Przez chwilę wydawało mi się, że jestem znowu w Sopocie. Może przez to, że słońce tak świeciło i pachniało podobnym jedzeniem, jakie gotował D. wieczorami?
Chodziliśmy ponad godzinę i było dobrze.
Ale to jeszcze nie jest dom. I zastanawiam się czy kiedykolwiek będzie.
Czy jakiekolwiek inne miejsce nazwę domem.
czwartek, 27 kwietnia 2017
Myśli rozproszone
Książka tradycyjna. Papier, okładka, zapach fabry drukarskiej, czasami ilustracje. Zagięte rogi. Podkreślone ołówkiem zdania. Notatki na marginesach. W zeszłym roku niewiele przeczytałam książek, które mogłam trzymać w rękach i cieszyć się zwykłym przewracaniem stron. W tym roku, a jest już prawie maj to były całe dwa woluminy. Ważne podwójnie ponieważ dostałam je od moich dilerek. Przywiezione z Polski, pochowane w płaszczach, upchnięte w walizkach. Dilerki wiedzą, czego potrzeba mi do życia.
...
W Rey pada śnieg. Przez chwilę świeciło słońce, ale była to chwila krótka, jak mgnienie. Lampki, które kilka dni temu zamontowałam przy oknie rozpraszają szarość pokoju. Pachnie trzecią kawą z karmelowym likierem i mokrym psem. Brakuje mi Franka. Brakuje Wincenta. Bez kota domy są puste, mieszkania zimne.
...
Mitologia nordycka Neila Gaimana za mną. Nie zgorsze to opowiastki. Dobrze się bawiłam czytając o bogach Asgardu. Jednak w głowie miałam myśl, że to przebiegłe istoty, które nie lubią mądrzejszych i sprytniejszych od siebie. Jak człowiek. Trochę to wszystkie jednak za krótkie było. Niedosyt czuję. I tak dochodzę do wniosku, że wreszcie do Amerykańskich bogów trzeba wrócić.
...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
