niedziela, 30 kwietnia 2017

Myśli rozproszone

Co trzeba zrobić by polubić nowe miejsce do życia?
Mieszkam w Rey od jedenastego stycznia zeszłego roku.
Mieszkałam w samym centrum miasta, teraz mieszkam na jego przedmieściach.
Czuję się tu lepiej niż w Gdyni. Ale jednak Gdyni mi brakuje.
Dlaczego? Bo było cieplej? Więcej słońca? Więcej drzew? Więcej ludzi na ulicach?
W Gdyni padał ciepły wiosenny deszcz. Tutaj sieka po twarzy gradem.
Zaczynają się białe noce. O dwudziestej drugiej jeszcze jest jasno.
Dziwnie mi tak.
Byłam wczoraj na spacerze z piesami i pozwoliłam sobie zgubić drogę mając świadomość, że i tak trafię do domu.
Ładnie było, połaziliśmy sobie, pooglądaliśmy domy. Piesy poczuły nowe zapachy i próbowali zaprzyjaźnić się z dziką gęsią, bez wzajemności. Króliki też nie wykazały nami zainteresowania.
Przez chwilę wydawało mi się, że jestem znowu w Sopocie. Może przez to, że słońce tak świeciło i pachniało podobnym jedzeniem, jakie gotował D. wieczorami?
Chodziliśmy ponad godzinę i było dobrze.
 Ale to jeszcze nie jest dom. I zastanawiam się czy kiedykolwiek będzie.
Czy jakiekolwiek inne miejsce nazwę domem. 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz