Kilka dni temu dotarłam do biblioteki. Bardzo mnie ucieszył fakt, że wreszcie chce mi się coś zrobić. Wyjść gdzieś indziej niż do pracy czy na spacer z piesami. Tak więc dotarłam do biblioteki w centrum Rey i okazało się, że moja karta straciła ważność. Ani pożyczyć ani oddać (gdybym miała jakieś zaległości). I bardzo mi się podoba forma blokady konta, ponieważ czytelnik jeśli chce korzystać musi zapłacić abonament na kolejny rok i dzięki temu wspiera bibliotekę. Z tego co się orientuję to w Polsce taka blokada na razie nie funkcjonuje (nie w tych bibliotekach, które znam), a szkoda.
Pożyczyłam książkę Stanisława Lema Rasa drapieżców. Są to teksty autora, które ukazywały się w Tygodniku Powszechnym w latach 2004/2006. Ciekawa lektura. W tym czasie kończyłam technikum, pisałam maturę, poznałam D., nie zastanawiałam się nad tym, co dzieje się w Polsce i na świecie. A teraz widzę, że działo się dużo. Śmierć Miłosza, śmierć polskiego papieża, w rządzie Liga Polskich Rodzin, Samoobrona i trochę mniej szalona niż teraz partia Jarosława Kaczyńskiego. Rosja zbliża się do Niemiec, a Niemcy do Rosji. W Stanach odbywa się kampania prezydencka, gdzie już wiemy, że na drugą kadencję został wybrany Bush junior. Polska była najmłodszym członikiem Unii Europejskiej.
Lem dużo widział. Wiadomości czerpał nie tylko z polskich mediów, ale także z zagranicznych. Analizawał, zastanawiał się i wyciągał z tego wszystkiego swoje własne zdanie, swoje własne myśli. I to, co widział nie napawało go optymizmem, a o przyszłości pisał raczej z dużym dystansem. Cały czas coś czytał, czy to magazyny literackie czy książki i magazyny historyczne. Często wspomina o Piłsudskim, jako ostatnim człowieku, który martwił się o Polskę. Śmierć Miłosza była dla niego jak zawalenie się potężnej góry, filaru na którym opiera się kultura. Wspomina także o odejściu Jana Pawła II. Przypomniało mi się, że na kilka dni przed jego śmiercią byłam na wycieczce do Częstochowy i powoli dochodziły do nas wiadomosci, że ten wielki wtedy dla mnie człowiek umiera. Pamiętam, że wiele kościołów zostało otwartch na nocne czuwanie, że ludzie w jakiś sposób się połączyli na tą jedną krótką chwilę. Że w tym smutku było jednak coś dobrego. To zaskakujące, że człowiek może sobie przypomnieć nagle tak odległe momenty.
Nie skończyłam jeszcze Rasy drapieżców, ale już teraz uważam, że warto sięgnąć po ten tytuł. Chociażby dla popatrzenia się w przeszłość i porównania tego, co Lem pisze do tego, co dzieje się teraz.
"Robactwo reklam, które w straszliwych ilościach powyłaziło we wszystkich telewizjach światowych napawa mnie niesmakiem. Charakterstyczne, że dotyczą tego, co się je i pije albo czym się człowiek myje, o żadnym życiu umysłowym nie ma mowy"
"Jako zniewoleni w Peerelu, marzyliśmy o Zachodzie jako krainie wszelkich zaspokojeń. Kiedy tam wleźliśmy, okazało się, że wcale nie jest tak pięknie tylko dlatego, że i tam sa biedni oraz silna stratyfikacja społeczna. Przede wszystkim dlatego, że kultura bardzo w całości osłabła, a jej obecność w życiu społecznym stała się mizerna"
Oj, bałabym się wprowadzenia opłat za korzystanie z bibliotek w naszym pięknym kraju, przy mentalności niektórych czytelników... Obawiam się, że to wiązałoby się z odpływem części użytkowników, dla których opłata za kartę czy przetrzymanie książek jest już przesadą. Nie mówiąc już o "panach świata", którzy uważaliby, że jeśli płacą, to wymagają. Choćby nawet opłata była symboliczna.
OdpowiedzUsuńMożesz mieć rację, tu jest inne podejście do bibliotek niż w Polsce. Wydaje mi się jednak, że to też kwestia przyzwyczajenia. Pamietam, że we Wrocławiu blokady nie było, ale bibliotekarki pilnowały bardzo rocznych opłat, które właśnie były symboliczne: 10 zł bodajże za rok. I chyba nawet mówiły, że nie mają większych problemów z czytelnikami w tej kwiestii. Szkoda, że ludzie nie chcą uswiadomić sobie, że te pieniądze są bibliotekom potrzebne.
Usuń