niedziela, 30 kwietnia 2017

Myśli rozproszone

Co trzeba zrobić by polubić nowe miejsce do życia?
Mieszkam w Rey od jedenastego stycznia zeszłego roku.
Mieszkałam w samym centrum miasta, teraz mieszkam na jego przedmieściach.
Czuję się tu lepiej niż w Gdyni. Ale jednak Gdyni mi brakuje.
Dlaczego? Bo było cieplej? Więcej słońca? Więcej drzew? Więcej ludzi na ulicach?
W Gdyni padał ciepły wiosenny deszcz. Tutaj sieka po twarzy gradem.
Zaczynają się białe noce. O dwudziestej drugiej jeszcze jest jasno.
Dziwnie mi tak.
Byłam wczoraj na spacerze z piesami i pozwoliłam sobie zgubić drogę mając świadomość, że i tak trafię do domu.
Ładnie było, połaziliśmy sobie, pooglądaliśmy domy. Piesy poczuły nowe zapachy i próbowali zaprzyjaźnić się z dziką gęsią, bez wzajemności. Króliki też nie wykazały nami zainteresowania.
Przez chwilę wydawało mi się, że jestem znowu w Sopocie. Może przez to, że słońce tak świeciło i pachniało podobnym jedzeniem, jakie gotował D. wieczorami?
Chodziliśmy ponad godzinę i było dobrze.
 Ale to jeszcze nie jest dom. I zastanawiam się czy kiedykolwiek będzie.
Czy jakiekolwiek inne miejsce nazwę domem. 





czwartek, 27 kwietnia 2017

Myśli rozproszone

Książka tradycyjna. Papier, okładka, zapach fabry drukarskiej, czasami ilustracje. Zagięte rogi. Podkreślone ołówkiem zdania. Notatki na marginesach. W zeszłym roku niewiele przeczytałam książek, które mogłam trzymać w rękach i cieszyć się zwykłym przewracaniem stron. W tym roku, a jest już prawie maj to były całe dwa woluminy. Ważne podwójnie ponieważ dostałam je od moich dilerek. Przywiezione z Polski, pochowane w płaszczach, upchnięte w walizkach. Dilerki wiedzą, czego potrzeba mi do życia.

...

W Rey pada śnieg. Przez chwilę świeciło słońce, ale była to chwila krótka, jak mgnienie. Lampki, które kilka dni temu zamontowałam przy oknie rozpraszają szarość pokoju. Pachnie trzecią kawą z karmelowym likierem i mokrym psem. Brakuje mi Franka. Brakuje Wincenta. Bez kota domy są puste, mieszkania zimne. 

...

Mitologia nordycka Neila Gaimana za mną. Nie zgorsze to opowiastki. Dobrze się bawiłam czytając o bogach Asgardu. Jednak w głowie miałam myśl, że to przebiegłe istoty, które nie lubią mądrzejszych i sprytniejszych od siebie. Jak człowiek. Trochę to wszystkie jednak za krótkie było. Niedosyt czuję. I tak dochodzę do wniosku, że wreszcie do Amerykańskich bogów trzeba wrócić.

...





sobota, 1 kwietnia 2017

Ganbare!

Kiedy woda zabierze ci wszystko, co kochasz, co jest dla ciebie ważne. 
Kiedy nie masz dużego wyboru i musisz żyć. Bo ci, których kochasz ocaleli. 
Nie wszyscy jednak mają siły. Nie wszyscy chcą. 
Życie w miejscu po katastrofie. Życie, którego nie zrozumie ten, który nie widział i nie przeżył. 
Bo przecież trzeba walczyć, iść do przodu, żyć. Życie samo w sobie jest przecież bardzo bardzo ważne i żaden żywioł, żadna tragedia nie powinna rościć sobie praw do zdominowania go. 

Piszę chaotycznie i być może niewyraźnie, ale książka Katarzyny Boni bardzo mnie poruszyła. I ciężko pisać mi o emocjach, które się pojawiły. Piękny język autorki, bardzo cichy i spokojny opowiada o dramacie, które spadło i roztrzaskało część japońskiego społeczeństwa. Tsunami nie tylko zniszczyło miasteczka, ale naraziło kraj kwitnącej wiśni na jeszcze większe niebezpieczeństwo. Z atomem nie ma zabawy, chociaż chyba nie każdy to rozumie.

Świat cały czas pulsuje. Pod skórą ziemi panuje wieczna zmiana. Na jej powierzchni nie ma chwili w której istniałaby cisza i spokój. Są miejsca niebiezpieczne, które zawsze są zagrożeniem dla człowieka. A człowiek wraca do nich, trochę jak ćma do światła. Ponieważ tam jest schowana tradycja i wspomnienia. 

Katarzyna Boni, Ganbare! Warsztaty umierania
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2016