sobota, 16 lipca 2016

Sen

- Uciekałaś?

Tak. Od kilku tygodni śni mi się ucieczka. Z różnych miejsc. Przed różnymi ludźmi. Przed czymś, czego nie widać. W tych snach pojawia się obraz, za każdym razem. Obraz z człowiekiem, który musi w nim żyć. Porusza się, wyciąga z niego ręce. Może cię złapać i udusić. Może opowiadać. Czasami mówi bardzo głośno o moich snach w tym śnie. Tło obrazu jest ciemne, przypomina noc. Człowiek jest zrobiony z czarnego koloru. Nie ma rysów twarzy, nie widać jego oczu. Kiedy otwiera usta jest równie czarny jak całe jego ciało. Kiedy przechodzę obok, a on milczy to i tak czuję, że patrzy, bacznie obserwuje, sprawdza każdy mój krok. Mam wrażenie, że może widzieć przez ściany, może widzieć to, co robię w każdym momencie i nie ważne jest, gdzie wisi obrazi, a gdzie jestem ja. 

- Pamiętasz coś jeszcze?

W jednym ze snów byłam w wieży. Nie wiem, jak mam ją opisać. Była zbudowana z piaskowca, ale na modłę współczesną. Dużo szkła, wielkich okien. Przechodząc przez korytarze można było czuć promienie słońca na skórze lub chłód deszczu. Wieża była wysoka, widok z jej najwyżeszgo punktu ukazywał całe miasto. Można było chodzić schodami, można było jechać windą. Na około poruszało się dużo ludzi, chociaż był wieczór. W gabinetach odbywały się jeszcze jakieś późne spotkania. Pamiętam, że stałam na korytarzu i ktoś mnie wołał. Po imieniu. I nagle poczułam, gdzieś głeboko w sobie, że muszę się schować, że nie wolno mi iść w stronę wołającego. Zaczęłam biec schodami w dół, sprawdzając czy drzwi po drodze są otwarte. Po kilku piętrach wreszcie jedne z nich się otworzyły. To chyba była część socjalna dla pracowników. Kuchnia, toalety, dużo szaf, wieszaków z ciuchami. Rozgardiasz dnia codziennego, kiedy nikt nie ma czasu odkładać rzeczy na miejsce. Wpada się tam tylko szybko coś zjeść, napić się kawy, ochlapać twarz wodą przed kolejnym szaleńczym dniem. I stało się tak, jak na kiepskim horrorze klasy b, c i d gdzie głupia dziewczyna chowa się w najbardziej oczywistym miejscu. I nagle zmienia się punkt widzenia. Nie patrzę już swoimi oczami tylko kogoś z boku. Widzę siebie zamkniętą w toalecie, z nogami przyciśnietymi do reszty ciała, tak by nie było widać stóp, kiedy ktoś zagląda od dołu. Widzę twarz człowieka, który mnie wołał. Widzę, ż on wie, że tam jestem. Widzę uśmiech na jego twarzy, kiedy rozumie, że już nie musi mnie szukać. Udaje jednak, że nie wie nic. Niby zagląda, szuka i woła, ale z teatralną gładkością. Wychodzi, a ja w tej toalecie oddycham głęboko. Niepewna, ale już z jakąś czątką bezpieczeństwa w głowie, która mnie uspokaja. Patrząc z boku widzę, jak mężczyzna zamyka drzwi i mówi do kogoś, żeby obserwować wszystkie wyjścia z budynku i nie pozowolić mi wydostać się na zewnątrz. 

- Co czułaś?

A co powinnam czuć w takim momencie? Głupie pytanie ... Strach i przerażenie kiedy zbiegam po schodach, a wszystkie drzwi są zamknięte. Ekscytację i adrenalinę szumiącą w głowie i przyśpieszającą bicie serca. Radość, że wpadłam na drzwi i mogłam przez nie przejść i móc się gdziekolwiek schować.

- Był tam obraz, o którym opowiadałaś?

Tak, wisiał na jednym z pięter klatki. 

- Mówił coś? 

Nie, tylko obserwował. Z uśmiechem wyrażającym kpinę z mojej próby ucieczki. 

- Myślisz, że wiedział, kto cię próbuje złapać i po co? 

Zawsze wie. Zawsze wszystko widzi. Wydaje się nawet, że wszystko rozumie.

- Co masz na myśli mówiąc, że rozumie? 

(po chwili ciszy) Wydaje mi się, że ten obraz, w którym on jest zamknięty jest bardzo stary. Że on sam jest bardzo stary. Nie ma imienia, a może go po prostu nie pamięta. Jest w każdym moim śnie. Czasami, kiedy udaje mi się stanąć obok niego słyszę szum wody, jakby morze było gdzieś blisko i fale uderzały o brzeg. Czasami słyszę ptaki, chyba mewy i wiatr, który targa wszystkim, czego nie mogę zobaczyć, ale wiem, że tam jest. To jest tak, jakby ten obraz łączył dwa światy, które są bardzo daleko od siebie i nie mam tu na myśli tylko odległości ale także czas (...) Ten człowiek z obrazu jest w każdym śnie. Czasami widzę tylko jego fragment, czasami jakiś ruch na ścianie. A czasami pojawia się w całej postaci, na długo i mówi. Mówi o snach w moim śnie, o tym, co będzie się zaraz działo. Czasami po prostu mówi byle co i byle jak, wtedy nic nie rozumiem. A czasami ... czasami widzę jak chce wydostać się z tych ram, w których jest zamknięty. Wtedy czuję strach bo wiem, że wyciągnie po mnie ręce i nie będę uciekać tylko przed tym, co mnie goni, ale także przed nim samym (...) Ludzie szukają przewodników duchowych, doradców, psychologów, Boga. Kogoś lub czegoś, co pomoże im zdjąć z ramion chociaż część odpowiedzialności i będzie prowadzić przez życie. Właśnie z tym kojarzy mi się ta postać. Wie wszystko i nawet to rozumie, zna kolej rzeczy. W jakiś sposób próbuje mnie prowadzić, chociaż jest to szalone i nie ma w tym żadnego porządku. On nie jest dobry, wypełnia go szyderczość, nienawiść, złość, kpina i wiem, że mnie nie lubi. To takie proste uczucie, bardzo ludzkie i łatwo wyczuwalne. Ale nie ma wyboru. Jest tam dla mnie. 

- Dlaczego uciekasz? 

(bardzo długa chwila ciszy) Znasz zapach cynamonu? Jest piękny, po prostu. Cynamon mnie uspokaja, trochę jak narkotyk. To samo mam z kawą. Gorzką, mocną, matową. Kawa z cynamonem to jedno z najprzyjemniejszych połaczeń, jakie mogło zostać stworzone. Śni mi się zapach cynamonu i kawy. Śni mi się wielki hotel na dalekich rubieżach świata. Śni mi się pociąg, bardzo stary, w którym jadę. Siedzenia są z drewna, twarde i zimne. Okna przepuszczają wiatr. Nie ma przedziałów i jestem sama. Jest zmierzch, powoli pojawiają się gwiazdy. Po drodze, w miastach większych i mniejszych światła pokazują stare domy, puste chodniki i samotność. Czasami przebiega pies, czasami kot. Ale tymi drogami nie jedzie żaden samochód, tymi chodnikami nikt nie idzie. Przy polach stoją słupy, łączą je liny. Może poprzez nie ktoś z kimś rozmawia. Może dzięki nim gdzieś świeci w czyimś domu naga żarówka i ktoś czyta książkę. Mam na sobie zieloną sukienkę i buty na obcasie. Brązowy płaszcz i ciemny kapelusz. Małą walizkę podróżną, a w niej kilka powieści i jakieś ubrania. Wiem, że jadę na stację na rubieżach, do miasta, które tam jest, ukryte gdzieś w czasie. I tego miejsca się boję. Boję się wysiąść z pociągu i wsiąść do samochodu, który na mnie czeka. Kiedy mój strach rośnie zamykam oczy i śnię. Sen w śnie. I wtedy wszystko się zmienia, a ja uciekam przed czymś innym, przed czymś równie nienazwanym jak ten hotel na rubieżach świata do którego podążam.

- Wiesz, że to tylko sny? Sny bardzo często nie mają sensu. 

Może masz rację. Ale przez nie mój cały rzeczywisty świat rozpada się na kawałki, jak potłuczone szkło. Kiedy nie śpię, myślę o tym, co mi się śniło. Co mam w głowie, że te sny są tak intensywne, że czuję zapachy, tyle emocji, w tym strach i przerażenie. Boję się zasypiać. Boję się na chwilę zamknąć oczy. Ostatnio zaczęłam przypatrywać się ścianom, mam wrażenie, że zaraz pojawi się na nich obraz lub cienie, które poruszają się nie tak, jak powinny. Idąc ulicą nieświadomie zmierzam w kierunku dworca. Wczoraj złapałam się na tym, że stoję na peronie i przyglądam się pociągom. Wracam do domu z mgłą w myślach. Piję kawę za kawą żeby zasnąć jak najpóźniej i staram się być jak najbardziej zmęczona. Żeby tylko zasnąć jak najszybciej i jak najszybciej się obudzić. Ale to nigdy nie działa, zawsze są sny. Różnica polega na tym, że czasami pamiętam z nich dużo, a czasami niewiele, tylko fragmenty. Ale serce zawsze bije tak samo szybko. I pościel jest zawsze tak samo wilgotna od potu. I ręce zawsze tak samo drżą..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz