sobota, 23 lipca 2016

Ostatni łyk kawy

Erich Maria Remarque ustami swojej bohaterki zapytał kiedyś
Gdzie jest moja pierwsza twarz? Twarz sprzed wszystkich luster?
Idziesz ulicami nowego miasta. Witryny pozwalają zobaczyć nowe modele sukienek i twoje odbicie. Patrzysz i oceniasz: jaka ta sukienka ładna i jaka brzydka ja. Za gruba / za chuda, za niska / za wysoka, o za jasnym / za ciemnym kolorze skóry. Nie takie kształty ciała by ładnie w tym skrawku materiału wygladąć.

Tak dużo kawiarni, tak mało pieniędzy. Rzeka ludzi podąża w każdym kierunku. Nie ma jednak wśród nich nikogo, kogo można zatrzymać i zapytać o stan świata. Kolor nieba. Ciężkość chmur.

Ocean pokryty jest mgłą. Biała ściana zakrywa góry. Chłód bije od wody i zaraz może zerwać się wiatr. Nie masz przeciwdeszczowego płaszcza w żółtym kolorze, ale to jest w porządku, to ci nie przeszkadza. Nawet chcesz zmarznąć i zmoknąć bo wiesz, że jak wrócisz do domu zrobisz sobie gorący napar i ogrzejesz dłonie o kubek. Zdejmiesz z siebie przesiąknięte deszczem rzeczy i ubierzesz to, w czym czujesz się tak bezpiecznie. Co pachnie domem, twoim partnerem i kotem. Lub samotnością.

Ostatni łyk kawy jest zimny. Za długo siedziałaś na parapecie i patrzyłaś w to, co jest za oknem. Co widziałaś? Domy i drzewa? Czy inny czas i inną siebie? Co czułaś? Czy na tafli szkła pojawił się dwój oddech i czy w jego obecności mogłaś napisać to, o czym chciałabyś zapomnieć? Delikatnie poruszając palcami tworzyłaś znaki liter, symbole które ułożone w słowa określają twoją rzeczywistość: to, co było, co jest i co może być.

Nie wiesz, co będzie. Mówią, że liczy się tu i teraz. Ale to nie tak, to nie jest takie proste. Przecież te wszystkie minuty które były przed chwilą, kilka dni temu, kilka lat wstecz - są ważne. Pamiętasz, jak byłaś dzieckiem i uciekłaś poza przystań domu, a twoje bose stopy dotykały rozgrzanego latem chodnika. Był wieczór i świat wydawał się bezpieczny. Dziadek pracował w ogrodzie, był czas wieczornej bajki, brat i siostra gdzieś w mieście spotkali się z przyjaciółmi. Pamiętasz, jak wtedy świeciło słońce, jak było ciepło i jak cudownie smakowały brzoskwinie.

A teraz jesteś tutaj. W nienazwanym mieście. W szarości wieczoru. Siedzisz i czekasz. Nie wiesz tylko, na co.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz