sobota, 23 lipca 2016

Ostatni łyk kawy

Erich Maria Remarque ustami swojej bohaterki zapytał kiedyś
Gdzie jest moja pierwsza twarz? Twarz sprzed wszystkich luster?
Idziesz ulicami nowego miasta. Witryny pozwalają zobaczyć nowe modele sukienek i twoje odbicie. Patrzysz i oceniasz: jaka ta sukienka ładna i jaka brzydka ja. Za gruba / za chuda, za niska / za wysoka, o za jasnym / za ciemnym kolorze skóry. Nie takie kształty ciała by ładnie w tym skrawku materiału wygladąć.

Tak dużo kawiarni, tak mało pieniędzy. Rzeka ludzi podąża w każdym kierunku. Nie ma jednak wśród nich nikogo, kogo można zatrzymać i zapytać o stan świata. Kolor nieba. Ciężkość chmur.

Ocean pokryty jest mgłą. Biała ściana zakrywa góry. Chłód bije od wody i zaraz może zerwać się wiatr. Nie masz przeciwdeszczowego płaszcza w żółtym kolorze, ale to jest w porządku, to ci nie przeszkadza. Nawet chcesz zmarznąć i zmoknąć bo wiesz, że jak wrócisz do domu zrobisz sobie gorący napar i ogrzejesz dłonie o kubek. Zdejmiesz z siebie przesiąknięte deszczem rzeczy i ubierzesz to, w czym czujesz się tak bezpiecznie. Co pachnie domem, twoim partnerem i kotem. Lub samotnością.

Ostatni łyk kawy jest zimny. Za długo siedziałaś na parapecie i patrzyłaś w to, co jest za oknem. Co widziałaś? Domy i drzewa? Czy inny czas i inną siebie? Co czułaś? Czy na tafli szkła pojawił się dwój oddech i czy w jego obecności mogłaś napisać to, o czym chciałabyś zapomnieć? Delikatnie poruszając palcami tworzyłaś znaki liter, symbole które ułożone w słowa określają twoją rzeczywistość: to, co było, co jest i co może być.

Nie wiesz, co będzie. Mówią, że liczy się tu i teraz. Ale to nie tak, to nie jest takie proste. Przecież te wszystkie minuty które były przed chwilą, kilka dni temu, kilka lat wstecz - są ważne. Pamiętasz, jak byłaś dzieckiem i uciekłaś poza przystań domu, a twoje bose stopy dotykały rozgrzanego latem chodnika. Był wieczór i świat wydawał się bezpieczny. Dziadek pracował w ogrodzie, był czas wieczornej bajki, brat i siostra gdzieś w mieście spotkali się z przyjaciółmi. Pamiętasz, jak wtedy świeciło słońce, jak było ciepło i jak cudownie smakowały brzoskwinie.

A teraz jesteś tutaj. W nienazwanym mieście. W szarości wieczoru. Siedzisz i czekasz. Nie wiesz tylko, na co.

niedziela, 17 lipca 2016

Fragementy wiersza "Kołysanka Dorszowego Przylądka"

Serce cichnie co chwila i bije od nowa: krew
włóczy się po arteriach, lecz o powrocie pamięta.
Ciało, jak mapa fizyczna zwinięta w rulon i zmięta,
na północy gdzieś podnosi brew.

...

Samotność uczy natury przedmiotów, bo ich naturą
jest ta sama samotność.

...

Jeżeli czas się staje
panaceum, to dzięki temu, że nie znosi pośpiechu - zresztą
jest formą bezsenności

...

Lecz póki trwa obuwie, muszą
istnieć miejsca, gdzie można stanąć - jakiś stały
ląd. I powierzchnia jego sucha
piosenki dorsza słucha:

"Czas to więcej niż przestrzeń. Bo przestrzeń to rzecz.
A czas w istocie swojej jest myślą o rzeczy.
Życie to forma czasu. Karp czy leszcz
to jego punkt skupienia. I są całe rzesze
tych punktów. Włącznie z kropelką najmniejszą,
z ziarenkiem piasku. Ze śmiercią. (...)"

...

Dotknij palcem stalówki na próbę,
albo rogu stołu: boli? Otóż
w miejscu, w którym przedmiot ma swój czubek,
właśnie tam jest raj tego przedmiotu;
raj za życia osiągalny, choć nieduży:
fakt, iż rzeczy nie da się przedłużyć.

...

Złożone z miłości słów sprośnych, strachu przed śmiercią, odczucia
łamliwości szkieletu i wrażliwość podbrzusza,
ciało, w którym jak w lustrze ocean się przegląda,
trwa na krańcu przestrzeni: ze srebną łzą w oka kącie
człowiek jest sam dla siebie swoim własnym końcem
i wcina się w Czas jak przylądek.

...

Od tych ostatnich zaś dłuższa jest stokroć
myśl o Nicości, lecz oko

musi się przykryć powieką i nocą,
aby przeniknąć tak rozległą przestrzeń.
 Tylko tak - we śnie - wolno naszym oczom
oswajać się z rzeczami. I sny te są wieszcze
albo złowieszcze - zależy, kto śpi.
Dorsz w progu. Skrzypią drzwi.

Josif Brodski, Kołysanka Dorszowego Przylądka
Przełożył na język polski Stanisław Barańczak
Wiersz pochodzi z książki Tym tylko byłem. Wybór wierszy. 
Wybór i posłowie: Jerzy Illg
Wydawnictwo Znak, Kraków 2006

sobota, 16 lipca 2016

Sen

- Uciekałaś?

Tak. Od kilku tygodni śni mi się ucieczka. Z różnych miejsc. Przed różnymi ludźmi. Przed czymś, czego nie widać. W tych snach pojawia się obraz, za każdym razem. Obraz z człowiekiem, który musi w nim żyć. Porusza się, wyciąga z niego ręce. Może cię złapać i udusić. Może opowiadać. Czasami mówi bardzo głośno o moich snach w tym śnie. Tło obrazu jest ciemne, przypomina noc. Człowiek jest zrobiony z czarnego koloru. Nie ma rysów twarzy, nie widać jego oczu. Kiedy otwiera usta jest równie czarny jak całe jego ciało. Kiedy przechodzę obok, a on milczy to i tak czuję, że patrzy, bacznie obserwuje, sprawdza każdy mój krok. Mam wrażenie, że może widzieć przez ściany, może widzieć to, co robię w każdym momencie i nie ważne jest, gdzie wisi obrazi, a gdzie jestem ja. 

- Pamiętasz coś jeszcze?

W jednym ze snów byłam w wieży. Nie wiem, jak mam ją opisać. Była zbudowana z piaskowca, ale na modłę współczesną. Dużo szkła, wielkich okien. Przechodząc przez korytarze można było czuć promienie słońca na skórze lub chłód deszczu. Wieża była wysoka, widok z jej najwyżeszgo punktu ukazywał całe miasto. Można było chodzić schodami, można było jechać windą. Na około poruszało się dużo ludzi, chociaż był wieczór. W gabinetach odbywały się jeszcze jakieś późne spotkania. Pamiętam, że stałam na korytarzu i ktoś mnie wołał. Po imieniu. I nagle poczułam, gdzieś głeboko w sobie, że muszę się schować, że nie wolno mi iść w stronę wołającego. Zaczęłam biec schodami w dół, sprawdzając czy drzwi po drodze są otwarte. Po kilku piętrach wreszcie jedne z nich się otworzyły. To chyba była część socjalna dla pracowników. Kuchnia, toalety, dużo szaf, wieszaków z ciuchami. Rozgardiasz dnia codziennego, kiedy nikt nie ma czasu odkładać rzeczy na miejsce. Wpada się tam tylko szybko coś zjeść, napić się kawy, ochlapać twarz wodą przed kolejnym szaleńczym dniem. I stało się tak, jak na kiepskim horrorze klasy b, c i d gdzie głupia dziewczyna chowa się w najbardziej oczywistym miejscu. I nagle zmienia się punkt widzenia. Nie patrzę już swoimi oczami tylko kogoś z boku. Widzę siebie zamkniętą w toalecie, z nogami przyciśnietymi do reszty ciała, tak by nie było widać stóp, kiedy ktoś zagląda od dołu. Widzę twarz człowieka, który mnie wołał. Widzę, ż on wie, że tam jestem. Widzę uśmiech na jego twarzy, kiedy rozumie, że już nie musi mnie szukać. Udaje jednak, że nie wie nic. Niby zagląda, szuka i woła, ale z teatralną gładkością. Wychodzi, a ja w tej toalecie oddycham głęboko. Niepewna, ale już z jakąś czątką bezpieczeństwa w głowie, która mnie uspokaja. Patrząc z boku widzę, jak mężczyzna zamyka drzwi i mówi do kogoś, żeby obserwować wszystkie wyjścia z budynku i nie pozowolić mi wydostać się na zewnątrz. 

- Co czułaś?

A co powinnam czuć w takim momencie? Głupie pytanie ... Strach i przerażenie kiedy zbiegam po schodach, a wszystkie drzwi są zamknięte. Ekscytację i adrenalinę szumiącą w głowie i przyśpieszającą bicie serca. Radość, że wpadłam na drzwi i mogłam przez nie przejść i móc się gdziekolwiek schować.

- Był tam obraz, o którym opowiadałaś?

Tak, wisiał na jednym z pięter klatki. 

- Mówił coś? 

Nie, tylko obserwował. Z uśmiechem wyrażającym kpinę z mojej próby ucieczki. 

- Myślisz, że wiedział, kto cię próbuje złapać i po co? 

Zawsze wie. Zawsze wszystko widzi. Wydaje się nawet, że wszystko rozumie.

- Co masz na myśli mówiąc, że rozumie? 

(po chwili ciszy) Wydaje mi się, że ten obraz, w którym on jest zamknięty jest bardzo stary. Że on sam jest bardzo stary. Nie ma imienia, a może go po prostu nie pamięta. Jest w każdym moim śnie. Czasami, kiedy udaje mi się stanąć obok niego słyszę szum wody, jakby morze było gdzieś blisko i fale uderzały o brzeg. Czasami słyszę ptaki, chyba mewy i wiatr, który targa wszystkim, czego nie mogę zobaczyć, ale wiem, że tam jest. To jest tak, jakby ten obraz łączył dwa światy, które są bardzo daleko od siebie i nie mam tu na myśli tylko odległości ale także czas (...) Ten człowiek z obrazu jest w każdym śnie. Czasami widzę tylko jego fragment, czasami jakiś ruch na ścianie. A czasami pojawia się w całej postaci, na długo i mówi. Mówi o snach w moim śnie, o tym, co będzie się zaraz działo. Czasami po prostu mówi byle co i byle jak, wtedy nic nie rozumiem. A czasami ... czasami widzę jak chce wydostać się z tych ram, w których jest zamknięty. Wtedy czuję strach bo wiem, że wyciągnie po mnie ręce i nie będę uciekać tylko przed tym, co mnie goni, ale także przed nim samym (...) Ludzie szukają przewodników duchowych, doradców, psychologów, Boga. Kogoś lub czegoś, co pomoże im zdjąć z ramion chociaż część odpowiedzialności i będzie prowadzić przez życie. Właśnie z tym kojarzy mi się ta postać. Wie wszystko i nawet to rozumie, zna kolej rzeczy. W jakiś sposób próbuje mnie prowadzić, chociaż jest to szalone i nie ma w tym żadnego porządku. On nie jest dobry, wypełnia go szyderczość, nienawiść, złość, kpina i wiem, że mnie nie lubi. To takie proste uczucie, bardzo ludzkie i łatwo wyczuwalne. Ale nie ma wyboru. Jest tam dla mnie. 

- Dlaczego uciekasz? 

(bardzo długa chwila ciszy) Znasz zapach cynamonu? Jest piękny, po prostu. Cynamon mnie uspokaja, trochę jak narkotyk. To samo mam z kawą. Gorzką, mocną, matową. Kawa z cynamonem to jedno z najprzyjemniejszych połaczeń, jakie mogło zostać stworzone. Śni mi się zapach cynamonu i kawy. Śni mi się wielki hotel na dalekich rubieżach świata. Śni mi się pociąg, bardzo stary, w którym jadę. Siedzenia są z drewna, twarde i zimne. Okna przepuszczają wiatr. Nie ma przedziałów i jestem sama. Jest zmierzch, powoli pojawiają się gwiazdy. Po drodze, w miastach większych i mniejszych światła pokazują stare domy, puste chodniki i samotność. Czasami przebiega pies, czasami kot. Ale tymi drogami nie jedzie żaden samochód, tymi chodnikami nikt nie idzie. Przy polach stoją słupy, łączą je liny. Może poprzez nie ktoś z kimś rozmawia. Może dzięki nim gdzieś świeci w czyimś domu naga żarówka i ktoś czyta książkę. Mam na sobie zieloną sukienkę i buty na obcasie. Brązowy płaszcz i ciemny kapelusz. Małą walizkę podróżną, a w niej kilka powieści i jakieś ubrania. Wiem, że jadę na stację na rubieżach, do miasta, które tam jest, ukryte gdzieś w czasie. I tego miejsca się boję. Boję się wysiąść z pociągu i wsiąść do samochodu, który na mnie czeka. Kiedy mój strach rośnie zamykam oczy i śnię. Sen w śnie. I wtedy wszystko się zmienia, a ja uciekam przed czymś innym, przed czymś równie nienazwanym jak ten hotel na rubieżach świata do którego podążam.

- Wiesz, że to tylko sny? Sny bardzo często nie mają sensu. 

Może masz rację. Ale przez nie mój cały rzeczywisty świat rozpada się na kawałki, jak potłuczone szkło. Kiedy nie śpię, myślę o tym, co mi się śniło. Co mam w głowie, że te sny są tak intensywne, że czuję zapachy, tyle emocji, w tym strach i przerażenie. Boję się zasypiać. Boję się na chwilę zamknąć oczy. Ostatnio zaczęłam przypatrywać się ścianom, mam wrażenie, że zaraz pojawi się na nich obraz lub cienie, które poruszają się nie tak, jak powinny. Idąc ulicą nieświadomie zmierzam w kierunku dworca. Wczoraj złapałam się na tym, że stoję na peronie i przyglądam się pociągom. Wracam do domu z mgłą w myślach. Piję kawę za kawą żeby zasnąć jak najpóźniej i staram się być jak najbardziej zmęczona. Żeby tylko zasnąć jak najszybciej i jak najszybciej się obudzić. Ale to nigdy nie działa, zawsze są sny. Różnica polega na tym, że czasami pamiętam z nich dużo, a czasami niewiele, tylko fragmenty. Ale serce zawsze bije tak samo szybko. I pościel jest zawsze tak samo wilgotna od potu. I ręce zawsze tak samo drżą..

środa, 13 lipca 2016

Sylvia Plath

Rzucaj się ku pozornie nieosiągalnym dla ciebie celom i cierpliwie znoś ból upadku i ośmieszenia. Zawsze próbuj, jak długo starczy sił, pójść trudniejszą drogą, jak spartanie - i pracuj, pracuj, żeby uformować z siebie bogatą, ciągle rozwijającą się jednostkę.
Dzienniki 1950-1962
Znalezione na stronie: Rozchwiana samoświadomość 

poniedziałek, 11 lipca 2016

Do - X - Machine

(...) The Greeks are important to this story. This is because, although they might've wanted God to come in when things got really messy, they did not hang around waiting for God to take vengeance. No, they managed it on their own, which was swifter (and better, probably). Whenever the Greeks murdered somebody, somebody else came along later and avenged the death. Then another Greek would come along and avenge the murderer. So that it went on and on, generation after generation, revenge after revenge. It all seemed fated to happen.  
 Martha Grimes, Cold Flat Jucntion
An Onyx Book, 2001

niedziela, 10 lipca 2016

Wielka elegia dla Johna Donne'a

Usnął John Donne, usnęło wszystko wokół,
ściany, podłoga, obrazy, wazony,
usnął stół, pościel, rygiel, hak, śpią w mroku
szafa i kredens, świeca i zasłony,
usnęło wszystko. Gąsior i szklenica,
chleb, nóż do chleba, fajans, szkło, zwierciadła,
bielizna, zegar, kryształy, miednica,
drzwi, stopnie schodów. Noc wszędzie zapadła.
Wszędzie noc: w kątach, w bieliźnie, w fotelach,
w papierach, w stole, w gotowej przemowie,
w jej słowach, w szczypcach, w bierwionach, w popiele
kominka, który wystygł, w kątach powiek.
W trzewikach, w cieniach, w łóżku, za zwierciadłem,
W oparciu krzesła, w pończochach, pod miską,
na krucyfiksie, w sukniach, w prześcieradle,
w pantoflach, w miotle, w drzwiach. Usnęło wszystko.
Wszystko usnęło. Okno. Okiennica.
Śpi śnieg za oknem. Wielkie, białe plamy
sąsiednich dachów. Śpi cała dzielnica,
na śmierć rozcięta przez okienne ramy.
Usnęły wnęki, ściany i cokoły.
Brukowce, flizy, sztachety, kwietniki.
Nie błyśnie światło, nie zaskrzypi koło ...
Gzymsy, parkany, łańcuchy, pomniki.
Usnęły klamki, kołatki, zawiasy,
zasuwy, zamki, klucze do nich, kłódki.
Nie słychać szeptu, szmeru ni hałasu.
Tylko śnieg skrzypi. Noc długa, dzień krótki.
Usnęły gmachy, więzienia. Śpią kramy
na rybnym targu, wagi, świńskie tusze,
domy, podwórka. Śpią w budach brytany.
W piwnicach koty śpią, sterczą im uszy.
Śpią myszy, ludzie. Londyn twardo chrapie.
Żaglowiec w porcie zasnął. Wody śpiące
leniwie tylko pod kadłubem chrapią,
z niebem się łącząc gdzieś na horyzoncie.
Usnął John Donne. I morze z nim usnęło.
I brzeg kredowy ponad morzem usnął.
Noc całą wyspę jednym snem objęła.
I każdy park zamknięty na trzy spusty.
Śpią sosny, klony, graby, świerki, jodły.
Śpią ścieżki, zbocza gór, strumienie. Zasnął
lis i wilk. Niedźwiedź zaszył się w barłogu.
Śnieg zawiał wejścia do nor grubą zaspą.
I ptaki śpią. Świergotu ich nie słychać.
Nie słychać krzyku wron, nie słychać w mroku
chichotu sowy. Ponad Anglią cicho.
Lśni gwiazda. Cicho drepczą mysie kroki.
Usnęło wszystko. Mogiły się wznoszą
nad umarłymi, co śpią w trumnach. W łóżkach
żywi usnęli w morzach swoich koszul.
Samotnie. Twardo. W objęciach. W poduszkach.
Usnęło wszystko. Lasy, rzeki, gleby.
Świat martwy, żywy. I nikt się nie budzi.
Tylko śnieg biały sypie z nocnych niebios.
Lecz śpią i tam, ponad głowami ludzi.
Śpią już anioły. Świat nie mąci zgiełkiem
snu świętych, co usnęli w świętej zgrozie.
Śpi raj cudowny, śpią otchłanie piekieł.
Nikt z domu wszak nie wyjdzie o tej porze.
Usnął Pan. Ziemia bez opieki drzemie.
Uszy nie słyszą i nie widzą oczy.
Szatan też śpi. I na angielskiej ziemi
nienawiść wraz z nim usnęła tej nocy.
Śpią jeźdźcy. Śpi archanioł z trąbą. Stado
koni kołysze się przez sen miarowo.
A cherubiny pyzatą gromadą
śpią pod kopułą katedry Pawłowej.
Usnął John Donne. Usnęły wiersze Donne'a.
Przenośnie, rymy. Udane przy słabych
śpią. Smutki, grzechy, przywary ułomne
jednako ciche spoczęły w sylabach.
I szeptem wiersze nawzajem się łają
niby brat z bratem: posuń no się nieco.
Lecz tak daleki każdy od wrót raju,
że jednym biednym blaskiem wszystkie swiecą.
Śpią wszystkie wersy, śpi jambów splot gęsty.
Trocheje śpią, jak straże, z lewa, z prawa.
I śpi w nich wizja czarnych wód letejskich,
a za nią jeszcze inna wizja - sława.
Nieszczęścia wszystkie śpią. I śpią cierpienia.
Występki śpią. Śpi dobre obok złego.
Śpią gwałty, zbrodnie. W bezkresnych przestrzeniach
nie dojrzysz czarnych plam pod bielą śniegu.
Usnęło wszystko. Tłum ksiąg śpi od dawna.
Śpią rzeki słów pod lodem niepamięci.
Śpią wszystkie zdania i cała w nich prawda.
Śpią ich łańcuchy. Czasem któryś dźwięczy
cicho. Sen zmógł szatana, świętych, Boga.
Śpią ich źli słudzy. Przyjaciele. Dzieci.
Tylko śnieg skrzypi w ciemności na drogach.
I ten dżwięk tylko czuwa w całym świecie.
Ale cyt! słyszysz? tam, w nocnej ciemności,
płacze ktoś cicho, szepcze w lęku, szlocha.
Rzucony w zamieć, o ratunek prosi
i płacze w głos. Ktoś jest w tych mroźnych mrokach.
Ten głos tak cienki. Igłą w górze zastygł.
A nici nie ma ... I płynie sam jeden
ten głos przez mrozy, mgły, ciemność i zaspy,
zszywając noc i świt wysoko w niebie.
"Któż tam łka? Czy to ty, aniele drogi,
wzywasz mnie w dali, jak wzywa promienie
trawa pod śniegiem? Czy ty szukasz drogi?
Czy to ty wołasz w ciemności? - Milczenie.
"To wy, cheruby? Wasze głosy srebrne
w pamięci mam, gdy tego szlochu słucham.
To wy rzuciłyście moją katedrę,
by tutaj śpiewać? To wy?" - cisza głucha.
"Może ty, Pawle? Prawda, ton surowy
głosowi twemu większą szorstkość nadał.
To ty zwiesiłeś w mroku siwą głowę
i płaczesz?" - Znowu nikt nie odpowiada.
"Czy moich oczu zamknąć nie zechciała
ta ręka, która wszędzie tu majaczy?
Czy nie Ty, Panie? Myśl moja zbyt śmiała,
lecz tak wysoki jest ten głos, co płacze". -
Milczenie, cisza. - "Czy ten szloch wśród nocy
nie był, Gabrielu, twojej trąby tonem?
Lecz cóż, ja jeden otworzyłem oczy,
a jeźdźcy już siodłają swoje konie?
Wszystko śpi twardo. W twardej garści mroku.
Ogary z niebios pędzą w tłumnej sforze.
Gabrielu, czy to ty, z trąbą u boku,
szlochasz samotny w ciemnościach na dworze?"

"Nie, Johnie Donne, to ja, to twoja dusza.
To ja boleję na wyżynie nieba,
że całe brzemię mych myśli i wzruszeń
na Twoje barki złożyć było trzeba.
Mogłeś z ciężarem tym wzbić się ku słońcu,
nad namiętności, nad grzechy i strachy.
Jak ptak, widziałeś ludzkich głów tysiące,
kiedy wzleciałeś nad połacią dachu.
Widziałeś morze, dzikie kontynenty.
Widziałeś piekło - w sobie i na jawie.
Widziałeś także raj jasny i swięty
w przygnębiającej ludzkich żądz oprawie.
Widziałeś życie: jak wyspa oblane
jest oceanem, nad którym też byłeś;
z wszystkich stron tylko mrok w nim, mrok i lament.
Dopiero Boga widząc, zawróciłeś.
Lecz nie da ci się wzbić wyżej niż to brzemię:
tam, skąd świat zda się tylko setką wieżyc
i rzek wstążkami; skąd patrząc na ziemię,
i w Sąd Ostateczny można nie wierzyć.
Nic tam nie straszne. I klimat łagodny.
Świat stamtąd widać niczym sen w malignie.
Bóg zamajaczy niekiedy jak ognik,
co mglistą nocą gdzieś za szybą mignie.
Są tam i pola. Nie orze ich lemiesz.
Sto lat nikt nie orał. I sto wieków nawet.
Wokoło tylko ściany lasów ciemne
i deszcze tańczą w nieskoszonej trawie.
Ten drwal, którego zabiedzony wałach
pociągnie tędy, błądząc przez gęstwinę -
wlazłszy na sosnę, ujrzy gdzieś w oddalach
ogień płonący w zamglonej dolinie.
Tu kraj niejasny. Wszystko tak daleko.
Oko się ślizga po odległych dachach.
Tyle tu światła. Żaden pies nie szczeka.
Żaden się dzwon w powietrzu nie zawaha.
I drwal zrozumie tę dal. I w głąb kniei
zawróci konia gwałtownym szarpnięciem.
Wszystko się naraz w sen biblijny zleje:
on sam, koń chudy, noc, sanie i lejce.

A ja wciąż płaczę, nic mi nie zostało.
Trzeba mi wrócić w kamienie i glinę.
Nie mogę wejść tam przyodziana w ciało.
Tylko umarła wzlecę w tę krainę.
Tak, tak, samotna. Poza świat, na mękę
bezpłodnych pragnień, zostawiając ziemi
to ciało w glebie wilgotnej i miekkiej:
niech zszywa, zszywa nasze rozłaczenie.
Ale cyt! podczas gdy tu płaczem mącę
twój sen, za oknem spada w wielkich płatkach
śnieg, rozłączenie nasze zszywający:
tam i z powrotem igła, igła lata.
To nie ja szlocham - to ty płaczesz, Johnie.
Leżysz samotny i śpią we drzwiach zamki,
gdy śnieg wiruje nad uśpionym domem,
gdy śnieg bezgłosnie leci w ciemność stamtąd".

Podobny ptakom, Donne śpi w swoim gnieździe,
czystą swą drogę i miłość do życia
na wieki wieków zawierzywszy gwieździe,
która wygląda z chmurnego ukrycia.
Podobny ptakom. I duszę ma czystą,
a jego droga,choć zapewne grzeszna,
jest przyrodzona jak wołanie piskląt,
których gromada w szpaczym gnieździe mieszka.
Podobny ptakom, rano się przebudzi.
Teraz spoczywa pod przykryciem białym,
póki igła snu i śniegu trudzi,
zszywając duszę z jego śpiącym ciałem.
usnęło wszystko. Lecz jeszcze nań czeka
wiersz nieskończony, drwiąc szczerbatym śmiechem,
że tylko świecką miłość zna poeta,
miłość duchowa zaś wciela się w klechę.
Mniejsza, na czyje koło na tym świecie
lać wodę - ono wciąż ten sam chleb miele.
Choć można życie z kimś dzielić, to przecież
nikt z nami śmierci naszej nie podzieli.
Jest w tej tkaninie dziura. Kto chce, z boku
ją rwie. Odejdzie. Wróci. Znów urywa
strzępek. I tylko niebo w nocnym mroku
czasem te dziury swą igłą zaszywa.
Śpijże, śpij, Johnie Donne. Uśnij, choć dziury
upstrzyły kaftan. Dziurawą masz szatę.
Śpij. Jeszcze trochę, a wyjrzy zza chmury
Gwiazda, co z dawna czuwa nad twym światem.

1963

Josif Brodski, Wielka elegia dla Johna Donne'a
Przełożył na język polski Stanisław Barańczak
Wiersz pochodzi z książki Tym tylko byłem. Wybór wierszy
Wybór i posłowie: Jerzy Illg 
Wydawnictwo Znak, Kraków 2006

Autor miał 23 lata pisząc ten wiersz 

sobota, 9 lipca 2016

Sześć miesięcy

Słuchane:

Neko Case, K.D. Lang, Laura Veirs 
Blue Fires
How can the priarie flocks keep their courses true
And navigate the stars as they do?
How do blue fires burn in me, not in you 
Sam Smith
Stay with me 
Why am I so emotional?
No, it's not a good look, gain some self-control
And deep down I know this never works
But you can lay with me so it doesn't hurt
Fink
Yesterday was hard on all of us 
Where do we go from here?
Where do we go?
And is it real or just
Something we think we know?

Przeczytane:

Arthur C. Clarke,  2010: Odyseja kosmiczna
Do tej pory sądzono, że rozwinięte formy inteligencji nie mogą powstać w morzu, ponieważ nie występują tam trudne sytacje, morze samo w sobie bowiem stanowi dość łagodne i mało żróżnicowane środowisko naturalne. Przede wszystkim jednak nie można rozwinąć żadnych form techniki bez ognia.
Możliwe, że był to błąd w rozumowaniu. Droga, którą poszła ludzkość, nie była drogą jedyną. W morskich głębinach innych światów istnieją prawdopodobnie całe cywilizacje
Andrzej Sapkowski, Wiedźmin
Błędy też się dla mnie liczą. Nie wykreślam ich ani z życia, ani z pamięci. I nigdy nie winię za nie innych
Joe Hill, Locke & Key
Welcome to Lovecraft
William Gibson, Neuromancer
 W epoce niezbyt kosztownego piękna jego brak miał w sobie coś z symbolu
Leopold Tyrmand, Zły
Ile nieszczęść dzieje się dlatego, że nie potrafimy czegoś wyrazić słowami, prawda?
Mariusz Szczygieł, Zrób sobie raj 
Chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o swoich planach