Rano, kiedy wstaję, naciągam na siebie stary czarny poszarpany sweter. Zaparzam mocną kawę. Wybieram muzykę. Coś, co pasuje do godziny czwartej, kiedy świat za oknem śpi. Jest jesień, deszcz i wiatr. Ogrzewanie nie działa najlepiej. Gorący kubek ogrzewa dłonie. Stone Temple Pilots. Siadam na parapecie i patrzę na światła ulicy. Na most kolejowy, drzewa i rzekę. Czas leci spokojnie. Kot wskakuje obok, spogląda przed siebie. Ciche mruczenie.
Powrót tutaj był brakiem wyjścia. Zakończeniem szarpaniny. Tęsknotą, która boli.
Drewniana podłoga przepuszcza chłód. Okna nie są szczelne. Żarówki dają zamglone światło.
Książki nie mieszczą się na półkach. Wszędzie słychać najmniejszy szelest. Brakuje mebli.
Echo rozchodzi się po całym mieszkaniu. Jaśniejsze plamy farby na ścianach przypominają o tym, że kiedyś było tu inne życie.
Wszystko, co tu było - zniknęło. Odjechało wielkimi ciężarówkami.
Pozostało marzenie o tym, by odbić się od ziemi, spalić skrzydła w słońcu i utonąć.
Ktoś mi kiedyś powiedział, że wiem dokąd iść, że świat nie pozwoli mi się zgubić.
Pamiętam czas, kiedy byłam młodsza i chodziłam codziennie wzdłuż rzeki. Dni były jasne, walkman działał, brat naprawiał słuchawki - pamiętam zapach lutowanych kabli. Ogród dziadka był jednym wielkim chaosem, każda roślina sama tworzyła swoje królestwo. Huśtawka z deski, dwa grube sznury na starym drzewie. Ściany z cegieł nagrzewały się słońcem, opierałam się o nie i czytałam. Trampki, flanelowe koszule, białe koszule męskie, spodnie z dziurami. Długie rude włosy, piegi, niebieskie oczy.
Jedno życie składające się z kilku światów, niekoniecznie takich, które łączą się ze sobą i pasują.
Miliony niespełnionych marzeń. Walizki, które są zawsze za bardzo napakowane, w których niewiele się mieści i z których nie chce się wywalać rzeczy. Miłość w czasach popkultury.
Przepraszam, zgubiłam się. Wróciłam do punktu wyjścia. Do miasta, które mnie tworzyło i wypełniało. Do wspomnień, które rozdrapują rany. Do tykania starych zegarów. Do dróg, które już dawno powinny być za mną. Zgubiłam się i nikt mnie nie prowadzi. Jestem sama, bez nikogo, nikogo nie potrzebuję, nie chcę i nie pragnę. Nie szukam. Jest jeszcze noc, kawa jest mocna i gorzka.
Nic nie zmienię. Będę tutaj trwać. Chodzić od jednego miejsca do drugiego. Zarabiać niewielkie pieniądze, szukać książek. Słuchać opowieści. Słuchać głośnych, pijanych krzyków, historii które być może nigdy się nie zdarzyły. Nie mówić. Patrzeć. Tak żeby nikt nie widział.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz