niedziela, 20 marca 2016

Dlaczego tak bardzo lubię czytać Harry'ego Pottera ...

i dlaczego tak bardzo lubię wracać do książek już raz przeczytanych.

Skończyłam czytać pierwszą część przygód młodego czarodzieja, tym razem w języku angielskim. I muszę napisać, że J.K. Rowling stworzyła coś naprawdę niesamowitego. Można wiele rzeczy napisać i znaleźć wiele okreśeń na tą historię, ale nic nie zmieni faktu, że ta książka jest pełna magii. I w ogóle nie jestem zdziwiona, że dzieciaki tak na nią zareagowały. Bo to jest magia: czekać na wydanie każdej kolejnej części, ustawiać się w kolejce w księgarniach o północy, później czytać z wypiekami na policzkach i przeżywać tyle emocji, że w głowie się kręci. Trochę mniej szczęścia mają ci, którzy sięgneli po Harry'ego po wydaniu ostatniego tomu. Ale sama magia czytania pozostaje taka sama, niesamowita.

Czego tutaj nie ma? Bo ja odnoszę wrażenie, że w tej opowieści (mam na myśli całość) jest wszystko to, co ważne dla młodego człowieka. Przyjaźń, walka o bycie sobą, miłość i jej różne rodzaje, odwaga, poszukiwanie swojej drogi, strach, odrzucenie, samotność, śmierć, złość, frustracja i udowadnianie sobie, że możemy dać radę w każdej sytuacji mając obok kogoś, kto zawsze będzie nas wspierał, nie tylko  dobrym słowem, ale także krytyką.

Można negować wartość tych książek, mówić, że to komercyjny shit, dobra praca biura promocji. Że książka jest antykatolicka, szerzy okultyzm i namawia do czczenia szatana. Serio, można tak. Myślę jednak, że to jest cena niezrozumienia, nieumiejętność szukania między wierszami, nadinterpretacja i głupota. Moim zdaniem ta historia należy do tych, przy których trzeba określić swoje zdanie. Albo się ją kocha, albo nienawidzi. I muszę się przyznać, że nie znam osoby, której Harry Potter byłby po prostu obojętny. Ale oczywiście mogę się mylić.

Kamień filozoficzny czytałam w którejś klasie technikum. Cała przygoda zaczęła się od koleżanki, która tak się wciągnęła, że na przerwach nie dało sie doczekać od niej jakiejkolwiek odpowiedzi na pytania bo nos miała cały czas w książce. I mnie zainteresowało, jak historia przeznaczona dla dzieci może wcignąć osobę w wieku około siedemnastu lat. No i poszło. I się czekało na premierę każdego kolejnego tomu. Tak samo miałam z Mroczną Wieżą Stephena Kinga. Kiedy zaczęłam czytać były na naszym rynku wydane cztery pierwsze tomy, przed Bożym Narodzeniem w mojej osiedlowej bibliotece pojawiły się Wilki z Calla. I byłam tak namolna dla bibliotekarki, że pozwoliła mi wypożyczyć nowiutki egzemplarz, chociaż był on już odłożony dla innego czytelnika. To była nieprzespana noc. I to jest chyba moja ulubiona część całego cyklu.


To są dwie serie książek, do których wracam najczęściej. Mogę tu dołożyć jeszcze Władcę Pierścini, Flawię de Luce, Muminki, książki Marthy Grimes i pojedyńcze tytuły: Hrabiego Monte Christo, Mistrza i Małgorzatę, opowiadania Bradbury'ego, Bastion i To, Dumę i uprzedzenie, Hyperiona i Upadek Hyperiona, Ojca chrzestnego, Piknik na skraju drogi. Tak patrzę na ten spis i dużo tego jest. Ale są to tytuły dla mnie ważne, nie tracące nic ze swojego uroku, zawsze aktualne i zawsze jest w nich coś nowego do odkrycia. Nie wspominam o książkach, które przeczytałam w minionym roku i zachwyciły mnie równie mocno i też chcę przeczytać je jeszcze raz.

Nudzę się? Nie mam co robić z czasem? Przecież już je czytałam, po co jeszcze raz?
Mówi się, że przeczytanie nowej książki jest jak poznanie nowego przyjaciela. A przeczytanie jeszcze raz tej samej książki to jak spotkanie ze starym przyjacielem, który wie, że dobrze się znamy, ale nie powiedzieliśmy sobie wszystkiego. Bardzo mi się podoba takie stwierdzenie, bo ja tak właśnie uważam. Dla mnie to nie jest strata czasu, ale ponowna przygoda, kolejne oczarowanie, znana już droga do innego świata. Że niby wiem, że jest tu bezpiecznie, ale niespodzianki i tak na mnie czekają. I to jest piękne. I za to uwielbiam książki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz