środa, 8 lutego 2017

Sen

Gra na skrzypcach skoczną melodię. Gdzieś na krańcu świata, w jakimś starym pubie. Wszędzie drewno i cegła. I ogień i ciepło. Jest wczesny wieczór. Poprosiłam o kawę. Ogrzewam dłonie o kubek, duży i pełny intensywnego naparu. Zapach sprawia, że się uśmiecham. To taka prosta chwila, taka dobra. Nie chcę nic więcej. Tylko tej skocznej muzyki, tego chłopca i tej kawy. Za oknem wiatr porywa drzewa, liście i gałęzie. Przez niego plączą się nogi i wpadają na siebie ludzie. Drga światło latarni. Cienie wydają się dłuższe i straszniejsze. Coś jednak unosi się w powietrzu. Może to zapowiedź zmiany? Może to nadchodzący mrok ogłasza swoje dłuższe przybycie? Może ta noc nigdy się nie skończy i z portowego miasteczka nie wypłynie już żadna łódź? Wydawało mi się, że słyszę bicie kościelnych dzwonów. Ale tutaj, w środku nikt nie wydaje się tym poruszony. Tym wiatrem, tą nocą, tymi dzwonami. Muzyka swoje drganie przenosi do krwiobiegu, porusza serce. Światło środka ukrywa kontury. Nie wyostrza, tylko wygładza. To niesamowite, jak nagle można się poczuć wolnym. Może to stan krótkotrwały. Może po nim przyjdzie ciemność i rozpacz. Może nie stanie się nic.

czwartek, 2 lutego 2017

Wyrwane z całości

Jest połowa grudnia i nareszcie pada śnieg. W zimie wszystko cichnie. Minione staje się wyraźnie. Zapach węglowego dymu i odgłos blaszanych łopat w ciszy poranka czterdzieści lat temu na Pradze. Wtedy też robiło się cicho, gdy spadał śnieg. I ten metaliczny dźwięk na chodnikach. Albo głuchy hurgot szufli ze sklejki. Nie było wtedy plastikowego, kolorowego sprzętu. Zielonych, czerwonych, niebieskich i żółtych łopat okutych aluminium. Tylko bura od wilgoci sklejka i poczerniały metal. Monochromatyczna materia. Białe geometryczne płaszczyzny dachów i szary dym w nieruchomym powietrzu, wędrujący prosto do nieba. Wychodziłem do szkoły o wpoł do ósmej i nie miałem pojęcia, że na świecie jest komunizm. Szło się ścieżką przez akacjowy zagajnik. Potem trzeba było wspiąć się na nasyp kolejowy i pokonać tory. Nie wiedziałem nawet, że jest socjalizm. W domu nie mówiło się o takich rzeczach, ponieważ to, w czym wszyscy braliśmy udział, było po prostu życiem i niczym więcej.

Andrzej Stasiuk, Wschód 
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2014