czwartek, 21 stycznia 2016

I ciągle widzę ich twarze

...

I ciągle widzę ich twarze,
ustawnie w oczy ich patrzę -
ich nie ma - myślę i marzę,
widzę ich w duszy teatrze.

Teatr mój widzę ogromny,
wielkie powietrzne przestrzenie,
ludzie je pełnią i cienie,
ja jestem grze ich przytomny.

Jak sztuka jest sztuką moją,
melodię słyszę choralną,
jak rosną w burzę nawalną,
w gromy i wichry się zbroją.

W gromach i wichrze szaleją
i gasną w gromach i wichrze -
w mroku mdlejące i cichsze -
już ledwo, ledwo widnieją -
znów wstają - wracają ogromne
olbrzymie, żyjące - przytomne

Grają tragedię mąk duszy
w tragicznym teatru skłonie,
żar święty w trójnogach płonie,
i flet zawodzi pastuszy.

Ja słucham, słucham i patrzę -
poznaję - znane mi twarze,
ich nie ma - myślę i marzę,
widzę ich w duszy teatrze!

Stanisław Wyspiański, I ciągle widzę ich twarze
Wydawnictwo: Wolne Lektury 

Krótko o pewnej hisorii

Jacek Ostrowski popełnił książkę, a wydawnictwo Prozami pozwoliło jej się ukazać. Posiadłość w Portovenere należy do serii Mroczne tajemnice i właśnie w tym temacie utrzymana jest stylistyka powieści.

Wszystko fajnie. Naprawdę. Przyjemna lektura, gdzie czas spokojnie sobie leci. Poruszony temat sumienia i zemsty jest ciekawie przedstawiony. Jestem wdzięczna autorowi za brak rozwinięcia naiwnej historii pewnego zauroczenia. Przyszła mi taka myśl do głowy, że miłoby było spędzić sobie czas w Portovenere, poleżeć na plaży, popatrzeć w morze, wygrzać się na słońcu. Pić wino i poznawać historie mieszkańców włoskiego miasteczka. Podobała mi się ta opowieść.

Ale pytam się: gdzie był edytor i korektor? We wszystkich książkach ważne jest to, aby nie było błędów, wpływa to na odbiór tekstu. Czemu główna bohaterka jest taka głupia? Już dawno nie czytałam powieści, gdzie ktoś mnie tak strasznie irytował w każdym momencie pojawienia się. Gdzie jest groza? Jeżeli seria nazywa się Mroczne tajemnice to chyba powinnam dostać chociażby trochę ciarek na plecach. Dlaczego dialogi są takie ... sztuczne? Miałam wrażenie, że są pisane bardzo na siłę.

Czegoś tu brakowało i coś poszło nie w tą stronę, co trzeba. I szkoda, że tak się stało. Ta historia zawiera w sobie potencjał na ciekwasze jej przedstawienie. Porusza temat o którym na co dzień się nie myśli, który dotyczy każdego człowieka. I konsekwencji dokonanego wyboru.

Jacek Ostrowski, Posiadłość w Portovenere
Wydawnictwo: Prozami, 2012
Seria: Mroczne tajemnice

środa, 20 stycznia 2016

Opowieść z Wyspy Lewis

Zawsze wydawało mi się, że szkockie wyspy wyróżniają się wśród wszystkich innych swoją tajemniczością, samotnością, odcięciem od świata i zamnkiętym społeczeństwem. Nie inaczej jest w powieści Petera May'a Czarny dom. Główny bohater, inspektor, tak jak większość bohaterów policjantów ma zasobą tragiczne doświadczenia. Poznajemy go w momencie, kiedy próbuje poskładać swoje życie, ale to życie cały czas mu się wymyka. Przychodzi jednak taki moment, że musi on wrócić do służby.

Wyspa Lewis. Pełna wiatru, deszczu, chłodu. Z ludźmi, którzy nie zawsze potrafili mieć odwage ją opuścić. Zamknięci w swojej smutnej przestrzeni patrzą jak ich życie biegnie, ale się nie zmienia. Pewna stałość. Można by pomysleć, że wszyscy znają swoje sekrety. Że każdy wie czego może się spodziewać po swoim sąsiedzie. Ale szkockie wyspy lubią tajemnice i potrafią ich strzec.

Czarny dom na skale An Sgier. Próba dla młodych chłopców i ich szansa na stanie się mężczyznami. Krwawa inicjacja w tle której słychać lament ptaków. Czarny dom, gdzie życie toczy się inaczej. Skała, na której grupa mężczyzn staje się jednością i poza którą żadne wydarzenia nigdy się nie wydostaną. Grupa elitarna, którą każdy mieszkaniec wyspy szanuje.

Czarny dom jest powieścią poruszającą tematy, o których trudno rozmawiać. Które są doświadczane na co dzień, za zamkniętymi drzwiami we wszystkich miastach świata. Co nas kształtuje? Jak bardzo nasze wspomnienia potrafimy wypierać jeśli sprawiają nam ból i mogą rozdrapywać rany? Czy potrafimy tak poukładać nasze życie by stało się ono pogodzone z całym bagażem jaki nosimy?

Książka Petera May'a jest jedną z tych, które próbują odpowiedzieć na te wszystkie pytania. Czuje się smutek tej wyspy i jej mieszkańców. Czy porusza? Moim zdaniem tak, chociaż czasami za dużo jest tam dramatu jednego człowieka. Autor trochę przesadził tak bardzo doświadczając swojego bohatera.

Mam także jeden zarzut do wydawnictwa. Proszę Państwa, to nie jest kryminał. Po opisach i recenzjach oczekiwałam od tego tytułu czegoś supełnie innego. Więcej działania, więcej tajemnic do rozwiązania. To jest natomiast dramat głównego bohatera, gdzie morderstwo jest tylko punktem wyjścia do jego historii i tak właśnie ta książka powinna być przedstawiana.

Peter May, Czarny dom
Tytuł oryginału: The blackhouse
Tłumaczył: Jan Kabat
Wydawnictwo: Albatros, 2014