Zaraz skończy się marzec, czytam książkę Lema zamiast się uczyć, moja poranna kawa zniknęła dzięki mężowi, piesy chwilowo przestawiają moje życie do góry nogami, świat dalej się kręci i trzeba wszystko jakoś sobie poukładać. Dzisiaj zamiast śniadania były rodzynki. Wczoraj zamiast kolacji piwo truskawkowe. Niedługo zacznie się ten czas kiedy o północy będę miała ochotę na kofeinę, a nie na sen.
Rey się powoli zmienia. Zieleni się, też powoli. A ja się zastanawiam jak teraz jest we Wrocławiu. Zaraz pewnie zakwitnie bez i na ulicy przy której stoi mój dom będzie kolorowo od owocowych kwiatów. Wiatr pewnie jest już ciepły. Będą wiosenne deszcze i burze.
Nie mogę sobie nigdzie znaleźć miejsca.