wtorek, 23 sierpnia 2016

Koty i książki. Wpis osobisty

Nawet nie wiedziałam, jak bardzo brakuje mi książek. Mam na myśli książki tradycyjne, mające swoje własne losy, swoją własną opowieść. Zdobywane z różnych źródeł, od różnych ludzi. Książki antykwaryczne, prezenty, wyszukiwane przez lata pojedyńcze tytuły kiedyś zapisane na karkach, w notesach, innych książkach. Pogryzdane ołówkiem, z zagiętymi rogami, zapomnianymi zakładkami, zdjęciami  i notatkami na biletach.

Będąc w Polsce przez kilka dni widziałam swoje książki zapakowane w kartony. Myśl, że musi minąć jeszcze tak dużo czasu zanim znowu będę mogła ułożyć je na półkach, przypomnieć sobie, że "O mój Boże, to ja to mam?!", wsadzić nos między strony - to jest coś w rodzaju grozy spotęgowane jeszcze przez bycie tak daleko i strach, że przy przeprowadzkach tak wiele rzeczy znika.

Te wszystkie moje książki to też wspomnienia. Teraz, kiedy jestem już w "moim nowym domu", gdzie wszystko zaczynam "jeszcze raz" brakuje mi czegoś, co jest tak bardzo moje. Ostatnie dni były niesamowicie trudne dla mnie. Straciłam swojego kota, drugi jest poważnie chory i nie wiadomo, co będzie. Cały czas wiszą te ciężkie myśli, że będzie trzeba podjąć decyzję o tym, że uśpienie będzie dla niego najlepszym wyborem. I że mnie przy nim najprawdopodobniej nie będzie.

Moje książki i koty to jedna opowieść. To ten czas, kiedy czytałam dużo i kocury zawsze były gdzieś blisko mnie. Vincenty leżał zaraz obok i burczał. Franciszek uwielbiał kłaść się na tym, co akurat czytałam i udowadniać, że to on jest ważniejszy, a nie zbiór tych wielu słów. Kiedy kładłam się na łóżku lub siadałam w fotelu było kwestią czasu, kiedy poczuję delikatny skok i moszczenie się któregoś z nich na brzuchu. Ten niesamowity koci pomruk kiedy ledwo pogłaskałam grzbiet. Przy Vincentym zawsze się martwiłam, że mi zaślini kartki w czasie mruczenia. Franek w złości na mnie, patrząc mi prosto w oczy, zrzucał książki z półek i biurka. Niesamowicie inteligentny zwierz. Wiedział, że to od razu zmusi mnie do wstania i zrobienia tego, czego akurat żądał. Nie wspominam o książkach przez niego w złości pogryzionych i podrapanych. Te wszystkie chwile są odbite na kartakch z papieru. Tyle wspomnień i czasu, który upłynął. Tak wiele zmian, radości i rozczarowań. Minuta po minucie, strona za stroną.

W nowym domu mam kilka książek. Będąc teraz w Polsce dostałam wspaniały prezent i mój malutki zbiór wzbogacił się o trzy wspaniałe i chciane przez mnie tytuły. Osoba, która mi to sprezentowała tak bardzo mnie zaskoczyła i teraz tak bardzo ją za to uwielbiam. Dostałam także dwa czarne kubki, bardzo motywacyjne. Jak inaczej można zinterpretować dwa zdania, które na nich widnieją - książka sama się nie przeczyta, kawa sama się nie wypije. Kotów brakuje bardzo. Parapety wydają mi się bardziej puste, podłoga bardziej czysta, cisza bardziej odczuwalna, kiedy wiem, że ich tu po prostu nie bedzie. I czytanie przez bardzo długi czas także będzie inne, o ile w ogóle będę teraz czytać.
  
Czy dom bez kota - najedzonego, dopieszczonego i należycie docenionego - zasługuje w ogóle na miano domu?
Mark Twain